Zamek w "Magicznej osadzie" #MikroDrzwi

Zamek w "Magicznej Osadzie"

Zamek w "Magicznej osadzie" #MikroDrzwi

Yikenna obgryzała paznokcie, stojąc na początku kolejki do drewnianego zamku z wieżyczkami, mostkami, tunelami, zjeżdżaniami i tajnymi przejściami. Wszystko służyło zabawie dzieci. Kiedyś.

Siedmioletni Josef, synek Yikenny, grzebał końcem buta w piachu placu. Nudził się. Słońce piekło mocno jak na listopad. Odkąd przeszli pod drewnianym szyldem „Magiczna osada”, minęła godzina.

Czarnowłosy chłopiec, w wieku Josefa, wybiegł z zamku, uśmiechnął się i przytulił do matki, stojącej tuż obok Yikenny.

Zdał pierwszy z trzech dzisiejszych testów.

Kolej na Josefa.

Yikenna kucnęła obok synka.
– Pamiętaj, czytaj i myśl. – Tylko tyle wolno było powiedzieć. Każde słowo starannie akcentowała. Patrzyła w oczy dziecka. – Zrozumiałeś? – dodała, ściskając jego ramiona.
– Tak nie wolno! – krzyknął strażnik, wyciągając zza pasa węglowo-kevlarową pałkę. – Trzymać się tekstu!
– Przepraszam – mruknęła Yikenna.
– Pamiętajcie - zwrócił się do kolejki - po co to robimy. Przez Wojnę zasoby są ograniczone. Żeby wygrać, potrzebujemy tylko najbystrzejszych obywateli. Chwała wielkiej Nirudzie!
– Chwała! – odpowiedział tłum matek i siedmioletnich chłopców.

Strażnik schował broń. Popchnął Josefa w kierunku zamku. Malec zniknął w gęstwinie korytarzy. Po kilku minutach pojawił się na mostku pomiędzy wysokimi wieżami.

Yikenna zacisnęła pięści. Josef wbiegł do wieży, w której miał znaleźć drzwi. Te właściwe. Tylko jedne prowadziły do bezpiecznego wyjścia. Żeby je wybrać, musiał przeczytać, zrozumieć i rozwiązać zagadkę. Test na miarę siedmiolatka.

Yikenna usłyszała trzask zapadni. Josef spadł z krzykiem na stertę wielkich kamieni. Ostre krawędzie rozdarły ciało, czaszka pękła, czerwona krew pokryła zaschnięte, brązowe plamy.

– Oddał życie, w wielkiej sprawie – powiedział strażnik. Który to już raz dzisiaj? Dwudziesty? – Chwała wielkiej Nirudzie!
– Chwała! – wyszeptała Yikenna, ocierając oczy.