Las, dwa, tsy

Gla

Las, dwa, tsy

– Lic do dwudziestu.

– Maja, wystarczy do dziesięciu...

– Lic dwa lazy do dziesięciu i dopielo wtedy mozes się odwlócić, dobze?

Leon spojrzał na dziewczynkę. Była bardzo poważna. Nie lubiła, kiedy ktoś próbował złamać w grach wymyślone przez nią złote zasady. Wydęła usta i skrzyżowała dłonie na piersi, potupując rytmicznie nóżką.

– Jasne – odpowiedział i zwrócił się w kierunku kąta. Nie chciał, żeby zaczęła krzyczeć. Potrafiła być bardzo upierdliwa. Zasłonił twarz dłońmi i zaczął głośno liczyć: – Jeden, dwa...

– Ej, za sybko! Glałeś kiedyś w jakąś glę? Ja ci wsystko musę tłumacyć? – Machała energicznie pulchnymi rączkami. – Symuś, wytłumac mu, bo ja nie mam siły...

Chłopak spojrzał na pluszaka o niesamowicie wielkich, żółtych oczach.

– To zwykła zabawka...

– Nie oblazaj Symusia, lozumies? – krzyknęła. – Widis, Symuś jest telas smutny!

– Dobra, dobra. Nie gadaj tyle. Gramy – odparł i zaczął ponownie liczyć, a dziewczynka pobiegła szukać dobrej kryjówki.

***

– Dwadzieścia. Szukam!

Odwrócił się. W pokoju było ciemno, ale nie przejął się tym zbytnio. Widocznie bezpiecznik się przepalił – niestety na wsi zdarzało się to bardzo często. Całe szczęście zawsze nosił przy sobie latarkę.

– Maja, gdzie jesteś? Wiesz, że i tak cię znajdę...

Nagle za jego plecami rozległ się cichutki, przeciągły, dziecięcy chichot.

Nastolatek odwrócił się szybko i skierował snop światła na źródło dźwięku.

Pusto.

Zmarszczył brwi.

– Maja?

Na karku poczuł bardzo gorący, śmierdzący oddech, który wywołał u niego odruch wymiotny.

– Maja ci nie powiedziała? To ja zawsze szukam.

Leon wpatrywał się z przerażeniem w szklaną gablotę przed sobą – nad jego głową znajdowały się dwa ogromne, żółte punkty...