PTSD - zespół stresu pourazowego

Punkt krytyczny przekroczony

PTSD - zespół stresu pourazowego

Wyobraź sobie, że wracasz z podróży razem z najbliższą rodziną. Lecisz samolotem. Zaczynają się turbulencje. Stewardessa uspokaja wszystkich swoim ciepłym głosem, aby nikt się nie martwił i każdy spokojnie zapiął pasy. Zaczynasz mieć wrażenie, że samolot się obniża, początkowo delikatnie. Ludzie zaczynają krzyczeć. Samolot gwałtownie leci w dół. Słyszysz przekleństwa, dobiegające ze wszystkich stron. Ty nic nie robisz, bo nie jesteś w stanie.

Lot ustabilizował się, pilot postanawia dolecieć do najbliższego lotniska. Otrzymujecie zezwolenie. Nikt już nic nie mówi.

Kolejne turbulencje. Jesteście niebezpiecznie nisko. Słyszysz trzaski i huk. Samolot rozbił się na Twoich oczach. Jest wielu rannych. Niektórzy są zmiażdżeni przez odłamki konstrukcji. Ktoś cię popycha, mówi, że czas iść. Twoja mama idzie za tobą. Czołgacie się do wyjścia. Trudno ci się oddycha. Wydostałeś się. Odwracasz głowę, wybuch. Cała konstrukcja się wali. Twarz twojej mamy w ogniu, po chwili już nic nie widać. Jesteś tylko ty.

Zaczynają do ciebie dochodzić krzyki. Instynkt mówi ci, że musisz pomóc. Biegniesz. Chwytasz czyjąś rękę, małego chłopca. Kolejny trzask, oboje jesteście uwięzieni.

Słychać odgłosy. Wiesz, że nadeszła pomoc. Mówisz chłopcu, że będzie dobrze. Odgruzowują was. Nie masz żadnych poważnych ran, ale chłopiec ciężko krwawi.

Mijają dni. Dowiadujesz się, że chłopiec zmarł w szpitalu, tylko ty przeżyłeś katastrofę. 

Ogień. Jest wszędzie. To ty płoniesz. Słyszysz krzyki, wołania o pomoc, ale później jest już tylko cisza.

Budzisz się zlany potem z wielkimi łzami. Krzyczysz, uderzasz w poduszkę. Później uspokajasz się, pozwalasz, aby pochłonęła cię cisza. Nie możesz się ruszyć, patrzysz przed siebie. Drzwi zamknięte, otworzysz?