Ucieczka

Ucieczka #MikroDrzwi

Ucieczka

Ucieczka

 

Powoli uniosła powieki. Ciemność. Smród kreoliny. Cisza. Niepamięć. Strach. Zamknęła oczy. Zasnęła.

Lepki, nieprzyjazny dotyk. Kogo? Jednostajny szum. Z trudem złapany kolejny oddech. Zasnęła.

Ciepło dotyku czyichś rąk. Czuły znajomy głos. Co mówi? Nie rozumiała. Zasnęła.

Blady promień światła tańczący po białych ścianach zbyt szybko zakończył życie. Ciemność. Zasnęła.

Głosy. Ciche. Głośne. Nieznane. Znane. Przezroczyste postacie naokoło. Poruszają krwistymi ustami. Mówią i mówią. Co mówią? Za trudne. Zasnęła.

Drzwi. Teraz promień, w którego nikłej jasności tańczył kurz, oświetlił szare drzwi.  Wystarczy wstać i wyjść. Wyjść. Po co? Zasnęła.

Ból. Drżącą ręką z wysiłkiem dotknęła czoła, głowę spowijały zwoje bandaży. Musi sobie przypomnieć, ale co? Musi odpocząć. Zasnęła.

 — W jakim jest stanie ? — Obudziła ją cicha rozmowa.

 — Krytycznym. Nie ma nadziei.

 — Kiedy można odłączyć aparaturę?

Głos zimny jak powietrze na górskim zimowym szczycie. Góry? Stan krytyczny? Aparatura? Nagły błysk pamięci. Pchnięcie i krótki lot wprost na wystające ze śniegu skały.

 — Jesteśmy gotowi.

 — Proszę wyłączyć ją teraz. — Zdecydowany głos.

 — Matka nie wyraża zgody.

 — Maria jest u niej?

 — Codziennie. Od tygodni.

 — Suka — pomyślał. Dopracował wszystko w najdrobniejszych szczegółach, a nie przewidział uporu Marii!

 — Decyzja należy do mnie!

Na wszelki wypadek zwiesił głowę w udawanym żalu. Zaraz się to skończy. Magda, młoda i piękna nie będzie przecież czekać w nieskończoność.

Elżbieta zdecydowanie odrzuciła prześcieradło. Przeszył ją ból, gdy wyrwała rurkę intubacyjną. Runął stojak na kroplówkę. Musi uciekać! Dopadła drzwi.

Usłyszał krzyk teściowej. Drzwi z impetem trzasnęły w ścianę korytarza. Chwiejnym krokiem wyszyła przez nie blada Elżbieta. Patrzyła spokojnie w zimne oczy męża.

 — Dlaczego?