Po raz pierwszy i nie ostatni

Biel jest przytłaczająca #mikrodrzwi

Po raz pierwszy i nie ostatni

Panie.

Mam dopiero osiem lat. Zazwyczaj leżę w łóżku. Czasami wstaję i chodzę po długich, białych korytarzach. Wtedy czuję się niewidzialny, ale gdy wracam i znów siadam na łóżku, ktoś zawsze jest.

Wcześniej płakałem, bo zgubiłem się na korytarzu. Nikt o nic nie pytał, nawet nie patrzył. Poszedłem za kobietą, która zaprowadziła mnie do pokoju. Wiedziałem, że mnie zaprowadzi, bo często ją widziałem. Wtedy zaczęła biec. Biegłem za nią, ale moje nogi były coraz cięższe, zacząłem kaszleć, opadłem na podłogę. Słyszałem zniekształcony głos mamy „wszystko będzie dobrze”. Moja mama miała rację, obudziłem się na swoim łóżku.

Mama wyszła z pokoju, wołałem ją, ale nie słyszała. Wyglądała na zmęczoną. Mam nadzieję, że jest zdrowa.

Chciałem wstać, ale moje nogi mi nie pozwalały. Do pokoju weszła kobieta, której jeszcze nie widziałem, a za nią mój Tatuś. Śmiałem się do niego, a on się uśmiechnął. Miał jednak smutne spojrzenie.

Ciemnowłosa kobieta spytała, czy nie wolałbym pójść do domu, pokiwałem tylko głową.

Dokładnie zapamiętałem słowa Tatusia: „Synu, to tylko od ciebie zależy, czy będziesz...” - nie dokończył jednak tej myśli.

Rozległo się przeraźliwe pikanie. Czerwona, skacząca kreska pojawiła mi się przed oczami. Stopniowo zanikała. Znalazłem się na dolnym korytarzu. Przede mną były otwarte drzwi. Było tam tyle kwiatów, śpiewały ptaki. Słyszałem Cię, mówiłeś, że mogę Ci towarzyszyć.

Mama krzyknęła „zostań”, nie chciałem jej opuszczać w tym wielkim szpitalu. Przepraszam, jeśli w ten sposób Cię obraziłem.

Znów jestem w łóżku, ciężko mi się oddycha. Wszyscy na mnie patrzą.

Zrozumiałem, że cały czas spałem.

Twój Antoś,

Amen.