#MikroKlucz

Klucz Proteusza

#MikroKlucz

Nieduży, zarośnięty budynek usytuowany na skraju lasu. Rytmicznie bujająca się na wietrze huśtawka. Nieco zaniedbany ogród porośnięty chwastami. Stary pickup zaparkowany na podjeździe. Przerywane cykanie świerszczy w wysokiej trawie za domem. W promieniu kilku mil nie dało się uświadczyć żadnego zabudowania. Totalne odludzie. Nie musiałem martwić się wścibskimi spojrzeniami sąsiadów. Dlatego też wybrałem to miejsce. Po prostu nie lubiłem tłumów.

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a ja nerwowo obracałem klucz między palcami. Krył w sobie mroczny sekret – mój sekret. Pragnąłem zabrać go ze sobą do grobu. Jednak sprawa nie była tak prosta, jak mi się wcześniej wydawało.

– Cholerne psy – wysyczałem niezadowolony.

Od pewnego czasu nie mogłem czuć się swobodnie nawet we własnym domu. Wszystko zostało przekreślone przez jeden błąd – pieprzony błąd.

Wstałem. Chciałem zamknąć wszystkie stare wątki i rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu.

W domu panowała grobowa cisza. Bez zastanowienia ruszyłem do piwnicy. Otwarłem drzwi tym przeklętym kluczem, od razu zamykając je za sobą.

– Witaj. – Powiedziałem spokojnie w stronę skrępowanej kobiety. Wiła się i piszczała jak szczenię. Oczami pełnymi łez błagała o litość.

Chwyciłem łopatę opartą o kamienną ścianę.

– Dobranoc – wyszeptałem.

Podchodziłem do niej powoli, szurając metalową blachą o betonową posadzkę...