Wieczorna kawa

Wieczorna kawa

Wieczorna kawa

- Co ty robisz?


- Szykuję kawę, złotko. Nie widać?


Marissa z niepokojem patrzyła, jak jej były partner powoli nasypywał do kubka rozpuszczalnej. Nawet nie pytał, ile chciała łyżeczek. Wiedział, że ma to być półtorej.


- Czemu to robisz, Rick? - powiedziała, podnosząc ton głosu.


Zacisnęła dłonie w pięści, widząc, jak mężczyzna jedynie uśmiecha się pod nosem. Jednak to nie był zwykły uśmiech. Nic nie było teraz zwykłe.


- Przecież uwielbiasz kawę. Nie pamiętasz już, jak wieczorami siedzieliśmy razem na tarasie i ją piliśmy, rozmawiając o przyszłości? - odpowiedział, mocno akcentując ostatnie słowo.


- Skończyliśmy ze sobą, więc odpieprz się ode mnie!


Marissa gwałtownie zawierzgała, chcąc wstać z miejsca, jednak nic jej to nie dało, a wręcz miała wrażenie, że chropowata lina zaciska się na jej nadgarstkach jeszcze bardziej.


Czajnik zaczął świergotać coraz to głośniej. Rick od razu zalał dwa kubki wrzątkiem i nadal nie odpowiadał, chyba że parszywy uśmieszek można zaliczyć do odpowiedzi. W oczach kobiety zaczęły pojawiać się łzy. Czy naprawdę była teraz tak bezsilna?


Jego uśmiech się poszerzył, kiedy w końcu przysiadł obok Marissy. Patrzył przed siebie z dziecięcą ekscytacją i cicho siorbał.


- Rick... - chlipnęła, dalej szamocząc się z węzłami.


- Pij, kochana, jeszcze wiele takich wieczorów przed nami.