Wieczny odpoczynek [racz mu dać, Panie]

Wieczny odpoczynek

Wieczny odpoczynek [racz mu dać, Panie]

kroczył przez piaszczystą plażę
księżyc bladym blaskiem oświetlał mu drogę
stopy cicho składały ostatnią przysięgę
ziarnom zimnego piasku
uda ocierały się o siebie
sprzedając sobie wzajemnie soczyste całusy
dłonie splecione w koszyczek
dyskutowały na temat kształtu
idealnego pióra
płuca pomagały wyrównać oddech
a te najsilniejsze - ramiona
ciągnęły za sobą zaprzęg niezałatwionych spraw
uwiązanych na grubym srebrzystym łańcuchu
Wkrótce wstało słońce
dotarł na zielone pastwiska
już mógł odpocząć