Jesteś

Jesteś

Jesteś

Może Jesteś jak Cię piszą:
zerkasz zza cirrostratusa,
i szykujesz mieszkań wiele
gdzieś tuż ponad stratosferą.

Anielice Tobie plotą
(tfu, anioły płci nie mają)
mleczne wieńce z mgły porannej
nim opuszczą ją sześć pięter.

Wszyscy święci na bankietach;
Tylko Piotr przed furtką z kluczem
złoty kurz strzepuje z głowy.

A Ty ponoć incognito
skryty w cieniu pod oczami
dumasz „zbawić czy pozbawić?”

Może Jesteś kontemplacją
transcendencji swego bytu
bez przyczyny.

Może Jesteś…
Puste „nie ma” przejdzie przez myśl,
nie przez gardło.