Mikrogra

Tadek

Mikrogra

 – Ale pięknie bzy kwitną! Poczekaj, synku, daj mi złapać kilka promieni słońca – głos kobiety sprawia, że przystaję. – A gdzie jest Zenek? Zenon tak pięknie gra na akordeonie... 
– Nie ma – odpowiadam zgodnie z prawdą. 
– Pewnie pracuje, Zenek to pracowity człowiek! Przed wojną piec nam stawiał, potem go Niemce na roboty wywieźli. Wrócił sponiewierany, ale dobrze, że wrócił, nikt tak pięknie nie gra na akordeonie. Zawołaj go, niech gra.
– Przykro mi, nie ma teraz czasu – walczę z emocjami. Powinienem zachować pełen profesjonalizm, ale robi mi się smutno.
– Musimy iść – mówię ponad jej głową do mojego towarzysza. 
– Gdzie jest Tadzio? Tadeusz, syneczku! – nagle staje się niespokojna i podnosi głos.  
– Jestem – odpowiada mój kolega, chwytając ją za pomarszczoną, pokrytą plamami wątrobowymi rękę.
– O, Tadziu, jesteś. Boli mnie troszkę, syneczku. – Twarz noszącą na sobie piętno dziewięćdziesięciu sześciu lat życia przyozdabia uśmiech, oczy zamykają się.
Mężczyzna ściska ją mocniej, a po jego twarzy spływają łzy. Siadam zrezygnowany na podłodze pojazdu, walcząc z płaczem. Kierowca odwraca się, spoglądając na nas ze zdziwieniem.  
– Co jest? Jaki znowu Tadeusz? Czego ryczysz?
Ratownik w pomarańczowym kombinezonie naprzeciw mnie ociera twarz rękawem.  
– Przynajmniej umarła spokojna. Jak nie możemy pomóc, to bądźmy chociaż ludźmi – rzuca i wysiada z karetki pogotowia, zachłystując się wiosennym powietrzem. – Trzeba wezwać lekarza. 
Ma rację. Naszej pacjentce z Alzheimerem i pękniętą aortą do niczego nie była potrzebna wiedza, że Zenona, Stasia i Tadka już nie ma na tym świecie, ona potrzebowała kogoś, kto potrzyma ją za rękę, gdy będzie do nich dołączać.