PROVEHITO IN ALTUM

PROVEHITO IN ALTUM

PROVEHITO IN ALTUM

            Każdy człowiek powinien dążyć w życiu do momentu, w którym bez namysłu powie: „O rany, spełniłem swoje marzenie”. To ma samo wyjść z jego ust, kiedy się tego nie spodziewa. Chyba właśnie wtedy spełniają się marzenia – w najmniej odpowiednich momentach. No dobrze, a co, kiedy już spełnię to marzenie? Co mam zrobić ze swoim życiem? To zupełnie proste - tak samo jest z książkami. Czytasz piękną książkę, która cię niezmiernie poruszyła i nagle się kończy. Wtedy zastanawiasz się, co robić dalej. Nie ma następnej części. Moje życie właśnie się skończyło, nie ma żadnej nadziei. Otóż, szanowny człowieku, nie. Wtedy nic się nie kończy. Weź następną i zakochaj się w następnej. Tak samo jest z marzeniami. „O rany, spełniłem swoje marzenie. Co dalej?” – spełniam kolejne.

            "Marzenia, marzenia, marzenia... Ale czy to nie marzenia dają nam siłę, nadzieję i pragnienie?" Oczywiście, że tak. Wiele razy już myślałam, jakby to było wstawać rano, nie mając konkretnego celu do tego. Budzisz się i nie wiesz tak naprawdę po co. Idę do szkoły, wspaniale. Będę wchłaniała wiedzą do mózgu, jak gąbka – to mój cel. Naprawdę? I co dalej? Może jakieś plany? Jeszcze nie, pomyślę o tym później. Kiedy ja pstryknę palcami, ty będziesz miał dwadzieścia lat więcej i będziesz robić cokolwiek, żeby żyć, po prostu żyć. A ja nie będę żyła „po prostu”, będę robiła   to, co kocham robić, bo kiedyś, dawno temu uwierzyłam w moje marzenia.

„Wierzyłem w coś, bez tego ciężko żyć

Marzyłem też - wolno było marzyć

Nie chciałem być takim jak ci ludzie

Co tylko biorą nie dając nic”

            Widzisz, nawet Marek Piekarczyk wie, że życie polega na wierze czasem w rzeczy niemożliwe. Wiedział to właściwie wieki temu, już w 1984. Minęło jeszcze sporo lat, zanim przyszłam na świat, a jednak znam ją i żyję wspaniale dzięki niej. Nie uważam, że „Alien” jest radosną piosenką, ale kto mi zabroni wziąć pod uwagę tylko pierwsze cztery wersy i napisać je na ścianie, by każdego dnia widzieć w nich zachętę do chwytania marzeń w ręce? Dowolna interpretacja. Przepraszam pana, panie Marku – jestem pana wielką fanką.

            Za każdym razem, kiedy słyszę pytanie: „Kim chcesz być w przyszłości?” - mam milion odpowiedzi. To nie dlatego, że jestem niezdecydowana, ale dlatego, że świat oferuje mi całe mnóstwo wspaniałych zawodów, czy dróg, którymi mogę pójść. Śmiejesz się, kiedy słyszysz, że chcę studiować japonistykę, sinologię. Nie biorę tego do serca i ty też nie bierz. Twoje życie, twoja przyszłość i marzenia. Chłopcy z Placu Broni odpowiadają: „Ty się śmiejesz, a ja w to wierzę. Moja wiara to wszystko, co mam” . Niewątpliwie mają rację. Każdy z nas jest inny, choć nadal wszyscy jesteśmy ludźmi i to nas łączy. Ale wewnątrz każdego z nas dorasta coś innego i to kształtuje naszą osobowość – dlatego się różnimy. Nikt nikomu nie może mówić, co jest dla niego dobre, a już na pewno nie, jaką drogą ma iść w przyszłości. Gdybym kiedyś powiedziała sobie: „Nie, zostaw to, nie dasz sobie rady”, to kim byłabym teraz? Stawianie czoła wyzwaniom to kolejne etapy życia. Jeśli zatrzymamy się przy jednej przeszkodzie, nie dojdziemy do następnej. Pamiętaj, że wartościowa droga zawsze będzie miała przeszkody.

            Większość mojej energii i siły zawdzięczam muzyce. Szczególnie tej ciężkiej, która bywa   często bardzo krytykowana przez osoby mnie otaczające. Gust muzyczny to też swego rodzaju wyzwanie i nie każdy może sobie z nim poradzić. W pewnym wieku to samo przychodzi i zaczynamy lubić coś konkretnego. Moje upodobania do cięższej muzyki zaczęły się wcześniej, niż można by się spodziewać.

W wieku dwunastu już lat pokochałam Thirty Seconds to Mars i w tym momencie moje życie bez nich stałoby się po prostu smutne. Pewnie myślisz sobie, co dwunastolatka może wiedzieć o rockowej muzyce, ale uwierz - gdyby wszyscy twoi rówieśnicy negowali twoje upodobania, to zaczęłoby ci się to podobać. Twoja odmienność sprawiałaby, że jesteś kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. W pewnym sensie każdy jest właśnie taki, ale trzeba to w sobie odkryć. Ich muzyka bardzo wiele wniosła w moje dorastanie. Ich piosenki, przeszłość dawały mi powody do wiary we własne marzenia i odwagę, by choć spróbować je realizować. Provehito in altum – te trzy łacińskie słowa wyrażają ich sposób na życie, który i ja postanowiłam obrać. Właśnie altum, moja głębia, zaczęła mieć dla mnie ogromne znaczenie. Jako dwunastolatka nie rozumiałam tego tak dosłownie, to były wielkie słowa, ale teraz to zupełnie co innego. „Closer to the Edge” albo „Do or Die”, ludzie wypowiadający się w teledyskach są dla mnie kimś wyjątkowym, każdy z osobna. Nie znam ich, a czuję się z nimi związana, rozumiem ich. Jared o teledysku do „Do or Die” powiedział: „Jestem ja, są oni i jest kamera. Odkryłem, że jeśli rozmawiasz z kimś wystarczająco długo, znajdziesz niesamowitą historie. Każda osoba ma w życiu ważny moment, rozwiązanie jakiegoś problemu, opowieść do przekazania”. No właśnie – wszyscy jesteśmy wyjątkowi.

            Marzyłam o znalezieniu się na ich koncercie. Czułam, że jest to coś, co muszę zrobić, żeby wypełnić pustkę w sercu. To było właśnie TO, do czego dążyłam każdego dnia z myślą „Może kiedyś się uda, może już niedługo” i stało się. Pięć lat czekałam na tę jedną chwilę.   To trwało, jak sekunda i w tej sekundzie z uśmiechem na twarzy machinalnie powtarzałam:  „O rany, spełniłam swoje marzenie. O rany, spełniłam swoje marzenie”. Zobaczyłam scenę, triadę, Jareda, siedemnaście tysięcy osób, którzy są tacy, jak ja, konfetti, glowsticki, wielkie balony i muzyka. Patrzyłam i myślałam sobie: „O rany, jeszcze niedawno oglądałam to w Internecie, a teraz to ja tutaj jestem i wszystko widzę na własne oczy. Teraz jestem częścią tej historii. Zobaczcie wszyscy – oto ja”.

            To się nazywa życie, moi drodzy. Bez marzeń i wiary w ich spełnienie życie jest niepełne. Nie można całego swojego czasu poświęcać na robienie rzeczy, które wypada albo które ktoś sugeruje nam zrobić. Czasem trzeba zrobić coś, czego nie wypada i poczuć, że możesz wszystko. „Kiedy zrozumiałam, że nie chcę żyć, zrozumiałam, że wszystko mogę. Nic tak bardzo nie wyzwala, jak uświadomienie sobie, że teraz możesz wszystko, bo na niczym ci nie zależy” i jeśli dobrze zrozumiesz, o co chodzi, to zaczniesz widzieć w tych słowach sens.

            Chcę zrobić sobie tatuaż, więc idę i umawiam się na termin. Jest koncert, o którym marzę, więc kupuję bilet i na niego idę. Tak samo jest z kanapką z serem. Kiedy masz ochotę na kanapkę z serem, to idziesz do kuchni i ją robisz. Nie ma w domu sera, co wtedy? Idziesz do sąsiada i grzecznie mówisz: „Przepraszam pana, ale mam problem. Mam straszną ochotę na kanapkę z serem, ale zabrakło mi sera. Miałby pan może plasterek?”. A jeśli pan sąsiad nie ma, to idziesz do sklepu, wracasz i w końcu możesz zrobić sobie upragnioną kanapkę z serem. Było marzenie, była przeszkoda, ale wystarczyła odrobina chęci i możesz powiedzieć: „O rany, spełniłem swoje marzenie”. Być może to śmieszny przykład, ale właśnie taka jest prawda. Wszystko jest tak bardzo skomplikowane,   jak bardzo my na to pozwolimy. Więc nie pozwól na zbyt wiele.

            To wszystko jest bardzo męczące, ale tak musi być. Gdyby było łatwo, to nie byłoby sensu się starać. Wystarczy widzieć malutkie światełko w tunelu, żeby gdzieś w głowie zrodziła się myśl: „A może warto do niego iść?” i powoli ruszyć z miejsca. Dla mnie to ogromny krok – przestać stać. Kiedy widać same chęci, to znak, że zależy i to już połowa sukcesu. „Choć dłonie drżą, podnoszę miecz” i tym mieczem walczę o przetrwanie na drodze do celu. Będziesz popełniać błędy, całe mnóstwo błędów, pomyłek, będzie mnóstwo osób, które powiedzą, że nie dasz rady, to nie dla ciebie, po co ci to, dlaczego nie zajmiesz się czymś zwyczajnym, ale ty idź. Pokaż im, że warto robić coś czasem naprawdę innego i szalonego, ale kiedy ludzie zobaczą, ile radości ci to sprawia – przestaną. Być może znienawidzą cię za to, że tobie się udało, a im nie. Zazdrość to okropna rzecz, naprawdę.

            Kiedyś ktoś podsunął mi myśl, że ruszenie z miejsca, zrobienie pierwszego, dużego kroku to takie wyjście ze swojego podwórka. Pokazanie się światu z innej perspektywy i skończenie z byciem anonimowym. Wtedy przestajesz robić to, co kochasz tylko gdzieś w kącie po kryjomu, na podwórku. Wychodzisz na ulicę i każdy może cię zobaczyć, a co więcej, może cię rozpoznać. To ryzykowne i pewnie boisz się tego, ja także, ale to jedyny sposób, by zacząć spełniać się w tym, co kochasz. „To jasne, że już wyruszać czas, gdy świat dał wyraźnie ci znak. Nad głową mieć słońce lub pełno gwiazd, by zrozumieć, że życie ma smak” , jak śpiewał Koda w przepięknej bajce Disney’a. Pamiętaj o tym.

            Nie każdy ma tyle odwagi, ale ja wierzę, że nadeszły te czasy, w których każdy może pokazać siebie poprzez cokolwiek. Kiedy byłam podczas wakacji nad morzem, każdego wieczoru wychodziłam na mały deptak, gdzie zbierało się mnóstwo ludzi wracających z plaży albo chcących spędzić czas w jakimś miłym pubie   ze znajomymi. Podczas zachodu słońca   na chodniku pewien stosunkowo młody człowiek siedział i malował sprejem na oczach przechodniów obrazy tak fantastyczne, że na ich twarzach malowało się całkowite zdumienie, jak to w ogóle możliwe. Robił coś z niczego i to właśnie była sztuka. Dla niego to życie, codzienność. Kiedy już zrobiło się ciemno, na samym środku placu kilka osób grało na instrumentach, śpiewało. Robili fantastyczną muzykę, a wystarczyła im gitara, talerze, garnki. W to tak samo trudno było uwierzyć, naprawdę. Kiedy wszyscy dziwili się ich umiejętnościami, ja zastanawiałam się, jak to było w ich przypadku po raz pierwszy wyjść z podwórka. Nie byli znani, nie mieli dużo pieniędzy, grali za darmo na deptaku pełnym ludzi, którzy mogli sobie w ogólnie nie życzyć słuchania muzyki. A jednak odwaga i chęć wyjścia z tłumu wzięła górę. Bardzo im tego zazdrościłam.

            Chyba wiesz, co teraz należy zrobić. Pamiętaj, że nic nie jest tak ważne, jak być szczęśliwym będąc tym, kim jesteś, nie krzywdząc równocześnie innych. To cała definicja życia, jeśli można takową napisać. Biegnij, nie oglądaj się. Myślę, że to twój czas, a jeśli nie teraz, to na pewno kiedyś. Może jutro? Tylko nie poddawaj się, przeskakuj przeszkody i licz na siebie. Inni mogą cię zawodzić, tacy są ludzie. Ale postaraj się sam siebie nie zawieść, bo wtedy ciężko się samemu podnieść. Jared Leto twierdzi, że „życie jest zbyt krótkie. Trzeba robić tylko to, co pobudza pasję” i ja się z nim zgadzam. Na końcu tej długiej drogi czeka cię nagroda, a potem kolejna droga. Chyba rozumiesz, co mam na myśli.

„Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz

Cudne manowce, cudne manowce, cudne, cudne manowce…”