Ach, jak błogo jest być idiotą!

Idiota

Ach, jak błogo jest być idiotą!

To, co zawrzeć mam zamiar w swych słowach, zawaruj dla siebie jednego, na wyłączność swą własną, nie włączając nikogo innego. Drzwi niechaj zamrą w bezruchu, coby sekrety moje, idioty onego, nie dogodziły żadnemu parszywemu uchu, lecz ugodziły raczej ostrzami swymi czeluści jego.

Trzeba Ci albowiem wiedzieć, iż cały swój żywot paraduję we fraku idioty. Jakże wielką, jak bizantyjską i zarazem surową przyjemność sprawia mi wodzenie za nos zuchwalców (bądź pozdrowiony, wuju), którzy wolą natrząsać się z mej pozorowanej tępoty aniżeli z ich własnych przywar. Rad byłem, patrząc na ich szpetne maski, a swoją odwróciwszy. Niewielu zdolnych jest pojąć satyryczną naturę świata, który uśpionemu człowiekowi przypina ogon kozi i karze na drwiny od podobnych jemu.

Sekret mej wiarygodności leży w naumyślnym, absolutnie świadomym powtarzaniu się. Doprawdy ulubionym przeze mnie atrybutem idioty jest zdolność do stwierdzania jednego faktu po siedmiokroć, jakby ton jego głosu miał władzę nad postacią rzeczy. Ach, jakże satyryczny jest świat, gdy wpędza zapominalskiego między dandysów, którzy nie znają własnego rodowodu.

Również udawanie, że bujam w obłokach, bez cienia wątpliwości czyni mnie ułomnym, wszak któż słuchałby tego, kto sam nie słucha? Tedy gdy z własnej woli – z własnej, nieprzymuszonej woli, uważasz pan! – uczepię się bardzo mocno jakiejś myśli, zapominam zupełnie, o czym mówił mój rozmówca. Ach, jakże satyryczny jest świat, gdy daje wiarę mojej uczniackiej grze.

Przeto gdy moja najukochańsza Maria kruchym z miłości głosem stwierdza, że lekarze muszą się mylić i że to nie może być demencja, ja odpowiadam jej tylko:

– Ach, jak błogo jest być idiotą!