Bang, bang

Bang, bang

Bang, bang

- Tato, załaduj Maćka. Tatuś, no. Maciek nie chce się ze mną bawić! - Szymon stał w drzwiach i tupał pulchną nóżką.

Andrzej odwrócił się zniecierpliwiony. Nie miał teraz czasu dla dzieciaka, naprawiał samochód, poszła uszczelka pod głowicą. Parszywa sprawa. Wytarł dłonie w ściereczkę brudną od smaru.

- Jak mam go załadować? - warknął. - O co ci chodzi? Maciek jest starszy, powinien ci ustąpić!

Że też dzisiaj Cecylia miała tego cholernego fryzjera, pomyślał. Ani grama spokoju.

- No, normalnie. Jak w grze. - Szymon spojrzał na niego jak na wariata. - Zresetuj Maćka. Załaduj.

Andrzej zmełł w ustach przekleństwo. Spojrzał na pięciolatka surowo.

- A w co się bawiliście?

- Bang, bang!

Szymon z zadowoleniem wyciągnął zza pleców jego pistolet z tłumikiem. Dłoń drżała mu od ciężaru, oczy błyszczały podnieceniem. Andrzej nie miał pojęcia, jak syn wydostał go z sejfu. Czuł, że włoski na ramionach unoszą się w panicznym strachu.

Andrzej wbiegł do domu. Przeskakiwał po dwa stopnie, żeby szybciej znaleźć się w pokoju synów. Maciek, z dziurką w głowie wielkości pieniążka, leżał na podłodze. Wyglądał, jakby spał. Andrzej krzyknął.

- Tata, pobawisz się? - zapytał Szymon. Stanął w drzwiach. - Bang, bang.