Motyl #mikrogra

Motyl

Motyl #mikrogra

Motyl

Blachy skrzypiały nagrzane od słońca. Fotel był znów wystawiony, a tuż obok leżała stara, pognieciona książka. Jej strony przewracał wiatr. Cisza uderzała jak grom i NIKT nie mógł jej zakłócić.

Na fotelu siedział chudy i mizerny mężczyzna o brązowych  suchych włosach i przenikliwym bladym wzroku. Pijąc herbatę, przypatrywał się ocierającym się o siebie stronom książki, które tworzyły irytujący szmer. W końcu wstał i z niezwykłą zręcznością zanurzył ją w misce wrzącej wody, parząc sobie ręce. Po czym wrócił na swoje miejsce, odłożył książkę i przyglądał się jej nieruchomym stronom. Wtem jęknął ze złości, gdy przed jego drewnianym domem za bramą  pojawiła się mała osóbka w kwiecistej sukience, nucąca piosenkę i biegająca wkoło za kolorowym motylem. Gdy ten uciekł, spojrzała speszona na mężczyznę z szerokim uśmiechem i błyskiem w oku.

- Dzień dobry – powiedziała cichutko.

Mężczyzna wstał, bardzo uprzejmie otworzył jej furtkę i pokazał, by weszła do ogródka. Dziewczynka z chęcią wkroczyła podskakując. Jej ciężkie buty odbijały się od chodnika. Mężczyzna skrzywił się.

- W moim ogrodzie obowiązuje jedna mała zasada  –  powiedział szeptem zamykając furtkę i przekręcając klucz.

- Zasada.. – powtórzyła dziewczynka.

- Tak. Podobnie jak w grze. Trzeba być cicho, bo inaczej się przegrywa.

- Przegrywa.. – znów powtórzyła.

- Tak. – uśmiechnął się. -  Pokażę Ci coś. Ty będziesz motylem. – złapał dziewczynkę za rękę i zaprowadził do domu.

,,Ładnie jej w tych skrzydłach” – patrzył na blade ciało dziewczynki przy suficie, jej blade usta zaszyte nićmi, książkę zamiast skrzydeł i ciemną linę, na której wisiała. ,,Motyl” – pomyślał.