Veoth i pole siłowe

Szara Masa

Veoth i pole siłowe

Veotha od zawsze fascynowało delikatne falowanie granicy pola siłowego, tworzącego kopułę oddzielającą miasto od zewnętrznych rubieży, wypełnionych Szarą Masą. Lubił patrzeć, jak miliardy samoreplikujących nanobotów próbują pokonać barierę, wedrzeć się do środka i wykorzystać całą znalezioną materię – ludzi, domy, liche uprawy zbóż i warzyw – na budowę swoich kopii.


Potężne pole magnetyczne odrzucało nanoboty z powrotem na popielate pustkowia. Obowiązkiem Veotha, jako strażnika osłony, była opieka nad pilotem służącym do sterowania polem.


Odwrócił się do kobiety, trzymającej na ręku małą, śpiącą dziewczynkę.


Jego córkę.


– Wiesz, że to cholernie niebezpieczne? – powiedział.

– Musimy... To ostatnia szansa dla Molanny – odparła Vivenna, żona Veotha, tuląc dziecko do siebie.


Podeszli do wyprodukowanej jeszcze przed czasami Szarej Masy kapsuły medycznej. Potrafiła wyleczyć każdego, nawet z najcięższej choroby. Musiała jednak wcześniej zrobić rezonans magnetyczny całego ciała.


Silne pole, broniące ich miasta, uniemożliwiało badanie.


A to oznaczało, że Veoth musiał na chwilę wyłączyć osłonę.


Oddać część powierzchni miasta nanobotom.


Potem trzeba było natychmiast włączyć osłonę z powrotem.


– To niebezpieczna gra. Nikt nigdy nie wyłączał osłony całkowicie. Ryzykuję istnieniem ostatniego miasta na Ziemi – powiedział.

– Popatrz na nią – wskazała na dziewczynkę, która wyglądała jakby słodko spała, choć była już na granicy śmierci – dla niej warto.

– Ech, będzie, co ma być. Wsadź małą do kapsuły – polecił.


Wziął do ręki pilota.


– Uważaj, na trzy wyłączam pole. Ty uruchamiasz rezonans. Gdy skończy, krzyczysz „już”. Raz. Dwa. Trzy!

Maszyna zabuczała, robiąc skan drobnego ciałka Molanny.

– Już!


Veoth nerwowo wciskał przycisk na pilocie.


– Nie włącza się! – krzyknął.


Szara masa nanobotów zbliżała się powoli, ale bezwzględnie.