#mikrogra

Gra Świateł

#mikrogra

— Witaj, Herkulesie. — Kobieta uśmiechnęła się w stronę rozgwieżdżonego nieba. — Wyjątkowo dostojnie dziś wyglądasz. 
Yvonne wiedziała, że jej towarzysz nie jest zbyt rozmowny, ale nie przeszkadzało jej to. Uwielbiała przysiadywać późną nocą na ganku przed domem i mówić do gwiazd. Chociaż nie mogły jej odpowiedzieć, kobieta uważała, że są świetnymi słuchaczami i to jej wystarczało. 

— Oh, Herkulesie. Jesteś wspaniałym wojownikiem — powiedziała, zamykając oczy. 
Wyobraziła sobie potężnie zbudowanego mężczyznę o jasnych włosach i mocnej szczęce stojącego naprzeciw niej. Wyciągnęła dłonie ku świetlistej postaci, jednak ta rozpłynęła się, kiedy kobieta dotknęła jej opuszkami palców. 

Yvonne zamrugała kilka razy i znów spojrzała w niebo. Prawie wyskoczyła z bujanego krzesła, gdy dostrzegła całkiem spory iskrzący punkt na niebie i trzy niebieskawe poruszające się w idealnie zsynchronizowanym tempie tuż za nim. Zupełnie jak kaczątka płynące za swoją matką. 

Yvonne poczuła ogarniające ją zmęczenie, gdy punkty zatrzymały się i stawały się coraz to większe i większe... 

Obudziła się następnego dnia rano, a przynajmniej tak się jej na początku zdawało. Kiedy jej wzrok wreszcie przyzwyczaił się do ostrego światła pierwszą rzeczą, jaką uczyniła, było spojrzenie w niebo. Nie mogła jednak uwierzyć własnym oczom. 

Na sklepieniu ponad nią rozciągały się błękitne smugi światła, ganiające się w przeróżnych kierunkach, to tu, to tam, ale również coś, co Yvonne porównała do obsypanego brokatem rogalika. Była zafascynowana tym widokiem, tym szalonym tańcem błękitnych wstęg, jak również cierpliwością i spokojem, jakie biły od rogalika. 

Kobieta nie wiedziała, że widok ten jest zwiastunem ostatecznej gry, w której i ona będzie musiała wziąć udział.