Tunel

Tunel

Tunel

W ostatniej chwili zauważył zakręt. Musiał odbić się od ściany rękoma, żeby nie stracić tempa szaleńczego biegu. Kiedy łapał równowagę, otwarta ładownica przechyliła się, a amunicja rozsypała się na posadzkę - nie było czasu zbierać.

Pięćsetkilowe cielsko, sunąc pazurami po podłodze, z tąpnięciem uderzyło o ścianę parę metrów za nim.

Światło latarki zamontowanej na hełmie podskakiwało z każdym jego krokiem. Ciężko było się skupić, ale dostrzegł pancerne drzwi na końcu tunelu. Wściekły ryk za plecami przyspieszył jego bieg. Dopadł do drzwi, obrócił się, zsunął z ramienia mossberga i, nie celując, wypalił w stronę szarżującej bestii. Ta upadła. Zyskał parę sekund. Schował się za stalowymi drzwiami, zatrzaskując zasuwę i odetchnął spokojniej. Odciągnął zamek strzelby, do komory wskoczył kolejny nabój, wyrzucając łuskę poprzedniego. Ten był ostatni. Wsunął drżącą dłoń do ładownicy - pusta. Zaklął szpetnie i w tym momencie wielkie cielsko z łoskotem uderzyło w stal. Odskoczył i złapał za radio.

- Jestem w szyi bunkra bastionu pierwszego! Przede mną zatrzaśnięta krata, a za mną pieprzony Bies! To nie niedźwiedź!

Cisza. Sprawdził radio: - Rozbite! Myśl człowieku, myśl! - rozglądał się po pomieszczeniu, mrucząc do siebie.

Pod ścianą znalazł zardzewiały klucz. Podszedł do żelaznej kraty blokującej mu wyjście. W tym momencie wielkie pazury zaczęły rozdzierać blachę. Wsunął klucz do zamka kraty; spróbował przekręcić i klucz pękł w połowie. Przez otwór wydarty w drzwiach wyglądał kłapiący szczęką łeb. Wymierzył prosto w oko i wypalił. Bies opadł na posadzkę, ale po chwili z pyska wydobyło się przeciągłe warknięcie. Z przerażeniem patrzył, jak rana po kuli zaczęła się zasklepiać.