***

Gwiazda

***

Nanami zmiatała podwórze, zastanawiając się, jak sensownie zagospodarować parcelę na tyłach ogrodu. Od początku chciała uprawiać tam dynie. Dzieciakom marzyły się klomby i altana.

Na przyjęciu powitalnym pan Tanaka mówił, że dopóki sytuacja nie ulegnie poprawie, bezpieczniej zainwestować wysiłki w jedzenie. Na przyjemności przyjdzie czas. Nanami błogosławiła niebiosa za przydzieloną im grupę sąsiedzką. Członkowie rekrutowali się z porządnych ludzi – głównie pracowników biurowych. Niespodziewanie więc przeprowadzka okazała się znośna.

Mlasnęła językiem. Znów poczuła pragnienie. Lato nie należało do jej ulubionych pór roku. Wolała zimę. W wieku czterdziestu lat potrafiła się przyznać, że zabawy na śniegu sprawiają jej radość.

Oparła miotłę o drzewo, podeszła do okna i zastukała w nie.

– Skarbie, nalej mamie wody – zwróciła się do najstarszej córki.

Rie akurat skończyła jeść śniadanie. Usta upaćkała masą z czerwonej fasolki.

– Proszę, uważaj na mundurek. Pierwszego dnia nazwą cię flejtuchem.

Dziewczynka otarła buzię chusteczką, po czym podała matce szklankę. Nanami, pijąc, wyczuwała strach małej przed nieznanym. W jej głowie musiały się plątać czarne myśli dotyczące nowej szkoły, zajęć i kolegów.

Kobieta odwróciła się w stronę ogrodu. Wysoko w górze przelatywał klucz dzikich żurawi. Uśmiechnęła się.

– Widzisz je, kochanie? To pomyślna wróżba!

– Chyba tak...

Reszta rodzeństwa również wyjrzała przez okno.

– Czeka nas dobry dzień, dzieciaki.

Wydawały się pokrzepione. Jedynie w oczach Rie matka dostrzegła zdumienie.

– Czy ten ptak właśnie zniósł jajo?

Nanami powędrowała wzrokiem za palcem córki. Przedtem nie zauważyła wielkiego samolotu. Nie przyglądała mu się długo. Podobnie jak pozostali mieszkańcy Hiroszimy, którzy w tej samej chwili spojrzeli w niebo, zobaczyła spadającą gwiazdę.