Mechaniczna Głowa

Mechaniczna Głowa

Mechaniczna Głowa

Pociągnąłem opuszkiem palca wzdłuż zardzewiałej obręczy niczym po brzytwie zbyt delikatnie, by przecięła skórę, ale wystarczająco mocno, abym poczuł każdą chropowatość, którą rzutowałem na płótno wyobraźni. Przyłączyłem kciuk, po czym zjechałem w dół trzonka, rozkoszując się spływającym po ciele dreszczem podniecenia. Dotarłem do główki. Otworzyłem oczy.

Fantazmat rozpłynął się, gdy ujrzałem zestarzały, obdarty z pierwotnej chwały klucz. Mój znajomy zwykł mawiać, że czas uszlachetnia piękno. Rozprostowałem pomarszczone dłonie.

Ironio, o ironio.

Obracałem przedmiot w rękach, rozbujany we wspomnieniu dawnych czasów, póki nie wparowała do pokoju. Schowałem klucz do kieszeni, ale artretyczne palce nie miały szans w wyścigu z młodziutkim spojrzeniem.

– Co to, dziadku? – Podbiegła do mnie, trzymając w ręku plisy spódnicy.  

– Usiądź – odpowiedziałem, kładąc rękę na kolanach. Kruche kości zaskrzypiały, gdy wskoczyła. – To klucz. – Wręczyłem jej narzędzie.

– Klucz? Jak w kodzie? – Ściągnęła brwi, zaciekawiona.

– Nie, nie; ten pozwala mi wejrzeć w twoje myśli.

– Niemożliwe! – żachnęła się.

– Mogę?

Niechętnie zwróciła mi narzędzie. Odgarnąłem jej włosy, szukając otworu. Był tam, tuż za uchem, na kości skroniowej.

– Łaskocze – zachichotała.

Klucz zagłębił się w głowie. Przekręciłem. Górna pokrywa jej czaszki odskoczyła z mechanicznym odgłosem zwalnianego zamka.

– Co robisz, dziadku?

– Zaglądam ci do głowy.

– Co widzisz?

Widziałem mrowie pracujących żwawo trybików, trących o siebie, usiłując wykrzesać iskrę procesu myślowego. Ich liczby szły w setki, może nawet tysiące.

– Obraz, obraz.

– Nigdy nie widziałam takiego klucza – stwierdziła ze stoickim spokojem, podczas gdy wierzchnia część jej czaszki zwisała luźno niczym pokrywa pudełka.

– Teraz mają inne narzędzia, aby zaglądać wam do głów.