"Jestem wolna!"

"Jestem wolna!"

"Jestem wolna!"

„ Jestem wolna! ”


 Żal przyszedł z opóźnieniem, kiedy ciemną nocą leżała już samotnie w wielkim, małżeńskim łóżku wpatrując się w stojącą na brązowej komodzie relikwię- jego zdjęcie, jeszcze kilka godzin temu stojące obok skromnej, drewnianej trumny. Wtedy owszem, płakała na głos do czarnych ścian. Nie z tęsknoty na nim, albo ze smutku, że wreszcie nie żyje. Opłakiwała wszystkie stracone prze niego lata i swoją własną głupotę, bo mogła przecież wyrwać się z tego śmierdzącego bagna dużo wcześniej, zamiast tkwić w gównie po uszy przez jedenaście lat farsy nazywanej przez ludzi małżeństwem.

Zanim jednak pojawił się smutek i pierwsze gorące łzy, była radość. Wielka, rozpierająca wnętrze. Jedynie obecność w domu dwóch policjantów ze skamieniałymi twarzami, powstrzymywała ją przed odtańczeniem sobie tylko znanego tańca zwycięzców lub wykrzyczenia na głos:

„Jestem wolna!”

Tak więc, najpierw była radość, że wreszcie jest wolna i  może oddychać pełną piersią. Potem kiedy drzwi mieszkania zatrzasnęły się głośno za dwoma niebieskimi uniformami, przycupnęła na szarej sofie w pustym salonie i zaczęła zastanawiać się nad sensem słów, usłyszanych przed chwilą od policjantów.

Tak rzeczowo i ostrożnie, jak oni obaj, jeszcze nikt nie informował jej o napotkanym przypadkowo szczęściu. W zasadzie to palcem nie kiwnęła, żeby ją to szczęście spotkało. Ot, była kolejna awantura, przyjechały służby porządkowe i wykopały go bezczelnie z mieszkania. Ale żeby ona coś w tej kwestii zrobiła, to nie. Nic, a nic.

Po dłuższym zastanowieniu doszła jednak do innych wniosków:

- Ale te służby to ja osobiście wezwałam – dumała drapiąc się po głowie drobniutkimi palcami z poogryzanymi do krwi paznokciami – i o tym, że chcę rozwodu, ja też napisałam, gdy prosił mnie (a sumie to nawet można powiedzieć, błagał) o ostatnią szansę. Dobra, kamieniem nie rzucę, nie jestem bez winy.

Z głębokiego zamyślenia wyrwał ją wyrwał dźwięk telefonu, zwiastujący nadejście wiadomości tekstowej. Niepewnie spojrzała na wyświetlacz. Sms pochodził od starszej siostry.

„Oglądam właśnie wiadomości w TV – pisała – Nie uwierzysz! Na A4 jakiś debil rzucił się pod TIR’a! Co to się na tym świecie dzieje? Nie do wiary. Ludzie sami odbierają  sobie życie i to w tak brutalny sposób.

Nie wytrzymała. Parsknęła śmiechem, który przerodził się w szalony chichot. Oczy zaszły łzami, jak zawsze kiedy śmiała się do rozpuku.  

„Tym debilem jest, wyobraź sobie, był mój własny, prywatny mąż. Robert nie żyje. Właśnie była u mnie policja” – odpisała, nadal śmiejąc się w głos.

Odłożyła telefon. Śmiech przeszedł w głębokie westchnienie, po którym nastała cisza po chwili  przerwana pukaniem. Podniosła się  i ruszyła do drzwi. Ktokolwiek dobijał się do nich, nie mógł nieść ze sobą ani gorszych, ani lepszych wieści, niż te otrzymane przed kilkunastoma minutami.

Niebieski uniform. Tym razem z małym zawiniątkiem w dłoni.

-Ach, jego rzeczy - szepnęła. Nagle opadły ją wszystkie siły, jakby gwałtowny chichot wyssał z niej całą energię.

Odebrała paczuszkę z dużych dłoni i zamknęła za sobą drzwi. To, co jej przynieśli, było niczym w porównaniu z morzem złych wspomnień, które już chyba zawsze przechowywać będzie w pamięci. Czy kiedyś było dobrze? Czy z odmętów pamięci zdoła wyłowić te chwile, kiedy czuła się przy nim szczęśliwa? Raczej nie…

Rozładowany telefon mający w późniejszym czasie sprawić, że znienawidzi go każdą cząstką swojego ciała i duszy, do połowy pełna paczka czerwonych Marlboro i pusta puszka po Red Bull’u. “Reszta została pewnie w samochodzie”- pomyślała.

Dopiero po kilku dniach, kiedy pogrzeb był już zaplanowany, a w niej zaczął budzić się dziwny żal, przypomniała sobie o rozładowanym smartfonie. Podłączyła urządzenie do ładowania. Czekając, aż się naładuje, obserwowała starszą siostrę krzątającą się w kuchni.

- Ugotuję obiad - powiedziała pół godziny wcześniej, podnosząc się ciężko z sofy. Była wyraźnie zmęczona wydarzeniami z ostatnich dni. - Śmierć śmiercią, pogrzeb pogrzebem, ale jeść trzeba.

-Ja jeść nie będę. Jestem za gruba. - odparła powtarzając słowa samobójcy.

Siostra spojrzała na nią przez ramię oczami pełnymi wściekłości, ale nie powiedziała nic.

Chwyciła za telefon. Od razu po włączeniu go kliknęła w ikonę “Notatki”. Nie wiedziała właściwie po co to robi, ale czuła, że musi. Nie była zainteresowana kontaktami wpisanymi w pamięć, których być może nie znała, starymi wiadomościami wysyłanymi nie wiadomo do kogo i po co, zdjęciami być może wcześniej nie widzianymi. Interesowały ją tylko jego zapiski.

“ Oświadczam, iż winę za moją śmierć oraz samobójstwo, jakiego jestem zmuszony się dopuścić, w całości ponosi moja żona Marysia. Przez jedenaście lat starałem się być dobrym, kochającym mężem, dbałem o nią i naszą dwuosobową rodzinę (nie wliczając dwóch kotów). W zamian otrzymałem znęcanie się psychiczne, brak miłości oraz poszanowania do mnie -wiernego męża. Nie jestem w stanie dłużej znieść tortur, na jakie mnie skazała. Dlatego postanawiam zakończyć życie pełne udręk”.

- A to skurwiel! - krzyknęła na całe gardło, zrywając się z sofy i ciskając telefonem o ścianę z niewiarygodną mocą. W drobnej, niepozornej kobietce obudziła się nagle siła godna zapaśnika wagi ciężkiej. I pomyśleć, że ta niewinna kruszynka dawniej miała problem  z udźwignięciem dwukilogramowej reklamówki z zakupami.

Oto, co otrzymała za jedenaście lat życia w odosobnieniu. Bez rodziny i przyjaciół. Za znoszenie kontrolowania każdego jej kroku, śledzenia wysyłanych wiadomości do siostry i jedynej przyjaciółki, jaką posiadała. Nawet rozmowy telefoniczne musiała prowadzić w jego obecności, aby rejestrować mógł każde wypowiadane przez nią słowo. W obawie przez potajemnymi rozmowami, sprawdzał wyciągi telefoniczne, wybierane przez nią numery zapisywał dokładnie na czystej kartce papieru, a potem odpytywał jak na przesłuchaniu. Do kogo i po co dzwoniła? Dlaczego rozmowa trwała tak długo? A te sms’y, których wcześniej nie czytał, to o jakiej treści były? Przez te wszystkie lata ani razu nie widziała się z siostrą sam na sam. Zawsze był obok, krocząc za nią niczym cień. A teraz to ona oskarżona została o torturowanie padalca jednego. Udało mu się zawładnąć jej psychiką do tego stopnia, że nawet w wyborze skarpetek radziła się go, obawiając popełnienia błędu. I to ona miała być katem, który doprowadził do samobójstwa? Nie jadła, jeśli nie pozwalał, bo według niego była za gruba. Spała w wyznaczonych przez niego godzinach. Czytała podsuwane przez niego książki i słuchała muzyki, której nie wybierała sama. O niczym nie decydowała. Jedynie liczba jej oddechów nie była kontrolowana przez trupa.

- A właśnie, że zjem obiad!- wykrzyczała tupiąc nogą niczym mała rozbrykana dziewczynka.


***

Gdyby organizowanie pogrzebu dało się jakoś wstrzymać, cofnąć i pochować go gdzieś na skraju lasu w czarnym worku, zrobiłaby to. Po tym, co odczytała, czuła tak wielką niechęć to wyświadczania skurczybykowi ostatniej posługi, że jedynie siostra była w stanie nakłonić ją do załatwienia wszelkich formalności i pochowania padalca w okolicznościach godnych uczciwego, szanownego człowieka. On zdecydowanie człowiekiem nie był. Pół-człowiek, to w jego przypadku określenie również na wyrost.

Na zmasakrowaną wypadkiem mordę nie mogła patrzeć. Na twarz przybrała fałszywy smutek, podczas gdy jej dusza radowała się na myśl o bólu, który zapewne odczuwał w zderzeniu z TIR’em. “Należało mu się”- mówiła do siebie bezgłośnie.

Dopiero po kilku tygodniach, gdy pierwsza złość minęła, emocje zupełnie opadły, a cisza w ciągle pustym domu, zaczęła stawać się nieznośna, przyszedł smutek. Nocami płakała wtulona w miękkie poduchy, za jedynych towarzyszy mając dwa nic nie rozumiejące koty. Żal rozrywał jej serce. I nie był spowodowany tęsknotą za nim, lecz za wszystkimi straconymi latami poświęconymi psychopacie gnijącemu teraz w czarnej ziemi. Płakała za czasem, którego nikt nie może jej zwrócić. Za chwilami radości spędzonymi u boku siostry, których nie wolno jej było przeżywać. Za samotnymi Świętami spędzonymi w czterech pustych ścianach. I za życiem płakała. Ale nie za tym utraconym, ale za tym, którego jako więzień niespodziewanie wypuszczony na wolność nie potrafiła wieść w radości i spokoju.

Otoczona relikwiami nie była w stanie wyrwać się ciemności. W każdym kącie mieszkania widziała jego twarz bacznie przyglądającą się jej ze zdjęć. Niby nie żył, a był razem z nią i kontrolował każdy ruch. Szafy uginały się od jego ubrań, a półki od książek, których ona na pewno nigdy nie przeczyta. Żyła, ale umierała, bo on zabijał ją z zaświatów.

Przykucała pomiędzy sofą a białą ścianą, chowając twarz w drżących dłoniach. Wierzyła, że nie ujrzy jej tam ze świata mroku, a ona na krótką chwilę odzyska spokój. Wariowała. Odchodziła od zmysłów coraz bardziej i bardziej. Gdy kolejnej strasznej nocy kładła się spać, do pustego łóżka jeszcze pachnącego nim, była pewna, że ją zabierze. Przyjdzie we śnie, zaciśnie wielkie lodowate dłonie na kruchym gardle i szybko pozbawi oddechu. A ona przecież w głębi serca chciała żyć, tylko nie wiedziała jak.

“ Zabiorę cię. Zabiorę... - chichotał stojąc w progu sypialni. Biała twarz, mętne oczy, zszarzałe żeby i pogrzebowy garnitur, który sama wybierała. Wiało przejmującym zimnem. - Widzisz? Nie żyję, a i tak tobą rządzę.  Zabiorę cię, zabiorę... Bądź pewna. Już niedługo, niedługo i ciebie pokryje czarna ziemia. Mam nad tobą władzę, a ty umrzesz, umrzesz i będziesz ze mną już na wieki” - ryczał ze śmiechu.

Zerwała się na równe nogi. Serce biło jak oszalałe, a mokre od potu dłonie drżały.

To się jeszcze okaże! - wrzasnęła rozdzierając nocną ciszę i w biegu chwytając czarne worki na śmieci.

Po godzinie wszystkie rzeczy umarlaka wypełniały jedenaście worków. Po jednym na każdy zmarnowany z nim rok. Ze ścian i komód zniknęły zdjęcia z łypiącymi na nią złowrogo martwymi ślepiami. Opierała się o ścianę ciężko dysząc ze zmęczenia. Spojrzała w sufit smutnymi niebieskimi oczami i nagle poczuła znowu narastający gniew.

Jestem wolna! - krzyknęła patrząc w niebo, którego ponad sufitem nie było widać. - A tobie nic do tego umarlaku! - tupnęła nogą, po czym szybkim krokiem skierowała się w stronę sypialni.



Uwaga: Historia jest wytworem mojej wyobraźni. Została zainspirowana jednym wydarzeniem autentycznym. Wszystkie podobieństwa do osób oraz zdarzeń są przypadkowe.