***

Ups

***

– Synu mój, oto stoisz przed najpotężniejszym z przedmiotów. To odpowiedź na pytania Wszechświata. Nie możesz pozwolić, aby wpadł w ręce twojego stryja.

Chłopak przyjrzał się złotemu kluczowi. Musiał być starszy od ich kraju. Pochylił nabożnie głowę. Nie śmiał podejść bliżej.

– Rozumiem, Wasza Wysokość.

Futryny zatrzęsły się w posadach od uderzenia. Okalająca je sieć pęknięć rosła.

Ojciec i syn popatrzyli na siebie. W oczach króla tliła się nadzieja, u księcia odwaga.

– Jesteś wybrańcem. Przodkowie wyznaczyli cię do tego zadania. Wierzę, że pokonasz przeciwności i wrócisz tu, by odbudować nasz kraj.

– Nic mnie nie powstrzyma! Przysięgam na bogów!

Usta Króla Magów opromienił uśmiech, który nie zgasł nawet wtedy, gdy oddział jego brata bliźniaka sforsował wrota skarbca.

Staruszek zwrócił się w kierunku żołnierzy.

– Przybyłeś – zakpił, szukając wzrokiem zdrajcy.

Z tłumu mężczyzn wyszedł człowiek o twarzy dobrodzieja a sercu węża.

– Przybyłem.

Książę widział, jak ojciec unosi berło i resztkami mocy przywołuje otchłań czarnego ognia. Cała podłoga zajęła się od płomieni. Prowadziły do Świata Zguby. Pajęcza platforma, na której stali, tkwiła mocno osadzona o ściany skarbca.

Stryj postawił na niej stopę, mając za nic pożar na dole. Szaleniec.

– Ojcze – wrzasnął chłopak, dobywając miecza. – Zostanę z tobą.

– Nie!

– Ale... tato.

Król Mag zrzucił szklany klosz. Wziął rodzinny skarb w dłoń i wykonał zamach.

– Chroń go, synu – szeptały jego usta. – Wszystko zależy teraz od ciebie.

Książę starł łzy i przytaknął.

– Nie zawiodę.

Artefakt zawirował w powietrzu niby jaskółka; chłopak nachylił się, by go złapać.

Klucz zręcznie wyminął jego palce.

Spadł w otchłań.

– Ups…