Raj #MikroKawa

Raj

Raj #MikroKawa

Główna ulica greckiego kurortu przyprawiła o zawrót głowy. Zewsząd bombardowały ją głośne rozmowy, wypełnione tandetą kolorowe stoiska, zapachy gyrosu i miejscowego alkoholu. Ludzie śmiali się, krzyczeli, robili zdjęcia wszystkim i wszystkiemu.

Przytłoczona uciekła w cień wielkiej palmy, byle dalej od zgiełku.

Gdzie ten obiecany raj, o którym czytała w katalogach? Pytała samą siebie, mijana przez kolejne grupy podekscytowanych osób.

–  Eínai entáxei? – zapytała nagle starsza kobiecina, a gdy nie doczekała się odpowiedzi, z ciepłym uśmiechem oraz wyraźną nadzieją schowaną za szarymi tęczówkami, zaprosiła ją do niewidocznej dla oczu przechodniów wąskiej uliczki skrytej tuż obok przepełnionej restauracyjki.

Niepozorna ścieżka pięła się po małym wzniesieniu pomiędzy tulącymi się do siebie domkami. Leciwe chatki ozdobione drewnianymi okiennicami, rzucały przyjemny cień na rozgrzane ciało.

Tu, po raz pierwszy od wielu lat tak wyraźnie usłyszała własne kroki. Turystyczny zgiełk znikł gdzieś za plecami, pozostawiając kobiety same z miarowym  dźwiękiem klapek uderzających o kamienie. Echo odbijało ich przemarsz na kolorowych ścianach, by następnie unieść go wysoko ponad miasteczko. Skręciły ku wyszczerbionym stopniom i przechodząc pod rozłożystym drzewem oliwnym, znalazły się w niewielkim ogródku zarośniętym kwitnącymi pnączami. Usiadły przy wysłużonym stoliku, obok uginającej się pod ciężarem owoców pomarańczy. Dwa krzesła zatrzeszczały cichutko jakby na powitanie.

Wzniosła spojrzenie ku białym obłokom, pozwalając by słoneczne refleksy sprytnie znajdujące drogę pomiędzy liśćmi, zatańczyły na jej twarzy. A więc raj był mniejszy, niż mogłaby się spodziewać. Pachniał kwiatami cytrusów i wysuszonym drewnem, smakował mrożoną, domową kawą i brzmiał głosem starszej kobiety, opowiadającej swoją historię na tle cicho śpiewających cykad.