#mikrolist

List

#mikrolist

– Jasne, mamo. Jem zdrowo i pamiętam o noszeniu czapki. Oczywiście. Zobaczymy się niedługo. Kocham was. Pa.

Rozłączyła się. Odłożyła telefon na szafkę nocną. Był wieczór. Blada poświata księżyca przedzierała się przez otwarte okno do niewielkiej sypialni. Miliony gwiazd na niebie błyszczało niczym drogocenne diamenty. Zasłony falowały delikatnie na wietrze.

Było niezwykle cicho i spokojnie.

Sprawdziła notes. Odhaczyła ostatnią pozycję z listy rzeczy do zrobienia.

Zacisnęła mocno dłonie na brzegu łóżka. Serce biło jej jak szalone. Czuła jednocześnie ogromny strach i niepohamowaną ekscytację.

Wstała i poprawiła pościel tak, żeby nie było żadnych zagięć. Wzięła do ręki kopertę. Jednak nie odważyła się otworzyć listu. Położyła go na poduszce i ruszyła w stronę odtwarzacza muzyki. „Nothing To Lose” puszczone w pętli. Głos Bena rozchodził się po mieszkaniu ledwo słyszalnie.

Uśmiechnęła się smutno.

„There's nothing to lose” powtórzyła za wokalistą i ruszyła w stronę łazienki.

Wszystko było już gotowe. Na powierzchni wody unosiły się pachnące płatki róż, a wokół wanny stało wiele zapalonych świeczek. Małe płomyki ogrzewały chłodne wnętrze pomieszczenia.

Miała na sobie białą, koronkową sukienkę, którą dostała od babci na wyjątkową okazję. Właśnie ta była idealna.

Położyła się w letniej już wodzie. Wzięła do ręki malutki kawałek metalu. Wahała się przez moment.

A co z nimi?

Zrozumieją.

Muszą.

Nie ma odwrotu.

Poczuła silny, niewysłowiony ból. Coś rozdzierało jej nadgarstki. Wanna wypełniała się powoli szkarłatną cieczą, a w powietrzu unosił się metaliczny zapach.

„Próbowałam. Przepraszam” wyszeptała i zamknęła oczy.

Jedynie ciche And I just died today unosiło się echem w mroku pustego mieszkania...