Kobiecość

Kobiecość

Kobiecość

   Już od progu wydała mi się najpiękniejszą istotą, jaka kiedykolwiek stąpała po ziemi. Krótkie, równo przycięte włosy o kasztanowym kolorze opadały na wydatne kości policzkowe, lekko zaróżowione od chłodnego wiatru. Na zewnątrz, mimo nadejścia wiosny, wiatr od tygodnia przywiewał chłód z północy. Pierwsze pąki kwiatów szybko zrozumiały, że przebudziły się zbyt prędko - niestety dla nich było już za późno.
   Skupiłem się ponownie na postaci stojącej przede mną. Piwne oczy wpatrywały się we mnie z figlarnymi błyskami, a lekko piegowaty nos marszczył się, gdy mrużyła powieki.
   — Spodziewałem się, że będziesz wyglądać inaczej... — odezwałem się, wskazując jednocześnie krzesło ustawione naprzeciwko mojego. Z lekkim uśmiechem przysunęła je bliżej mnie i usiadła, zakładając nogę na nogę. Ogrodniczki, które nosiła, przetarte były  na kolanach, a z lekko zabrudzonych nogawek wystawalo kilka nitek. Zupełnie tak, jakby biegła wcześniej przez namoknięte pola. Bose stopy również były całkiem ubłocone.

   — Jak? Myślałeś, że będę nosić sukienkę, a we włosy wplotę sobie wianek z wiosennych kwiatów? — zażartowała, choć tak szczerze, nie byłem tak bardzo pewny, czy nie mówi tego całkiem poważnie. Niczego nie byłem pewny.
   — Może trochę tak — przyznałem, bo rzeczywiście, wyobrażałem sobie ją bardziej... kobieco.
   Zaśmiała się, a gdy to zrobiła, miałem wrażenie, że w pokoju natychmiast rozległo się dzwonienie malutkich dzwoneczków.
   — Kto ci powiedział, że Kobiecość musi nosić sukienki? — uśmiechnęła się, ukazując lśniące bielą zęby, na których znajdował się prawie niewidoczny aparat. Nie szpecił jej, a nawet wręcz przeciwnie, dodawał figlarnego, niemal dziecięcego uroku. Kiedy nie odpowiedziałem na jej pytanie, kontynuowała — Równie dobrze mogłabym przyjść naga, tak, abyś mógł w stu procentach stwierdzić, że jestem kobietą.
   Zarumieniłem się i opuściłem wzrok na notes spoczywający na kolanach. Wszystkie ułożone wcześniej w głowie pytania zupełnie rozwiały się z chwilą, gdy wkroczyła do pokoju.
   — Jestem taka, jaką mnie pożądasz — wyjaśniła spokojnie, nie zwracając uwagi na moje zakłopotanie jej słowami — To normalne, więc nie musisz się tym martwić. Przy kimś innym może rzeczywiście nosiłabym sukienkę, ty ich jednak nie lubisz, prawda?
   Kiwnąłem głową i w końcu odważyłem się popatrzeć jej w oczy. Miałem do wykonania zadanie i nie zamierzałem zachowywać się jak nowicjusz - nawet jeśli nie pojmowałem do końca, jak do tego wszystkiego doszło.
   — Zastanawiam się — podrapałem się po nosie ostrym końcem ołówka — jak mam się do ciebie zwracać.
   — wydawało mi się, że zostałeś wybrany na rozmowę z Kobiecością — odrzekła i zmieniła ułożenie nóg. Tym razem to prawa machała wesoło w powietrzu — Dla ciebie tak mam na imię.
   — To trochę dziwne... — mruknąłem, szkicując na wpół nieświadomie jej portret. Zaśmiała się i pochyliła do przodu, uderzając dłońmi o uda.
   — O co chcesz mnie zapytać?
   Zamrugałem, przerywając szkicowanie. Obrzucając ją uważnym spojrzeniem zauważyłem, że cała jej postać emanuje nie tylko kobiecością, ale i wieloma innymi cechami. W kąciku uniesionych do góry ust czaiła się dobroć. Na czubku lekko zadartego nosa tkwiła kokieteria, a głęboko w źrenicach - bezdenna mądrość. Między zagłębieniem obojczyków wrażliwość promieniowała tak jasno, że aż dziwiłem się, dlaczego nie zwróciłem na nią wcześniej uwagi. Żyły, które widoczne były na jej dłoniach, roznosiły wraz z krwią po całym organizmie nie tylko tlen, ale i odwagę, natomiast brudne stopy ukazywały siłę i wytrwałość.
   Kiedy nasz wzrok ponownie się spotkał, na jej twarzy zagościł lekki, niewymuszony uśmiech. Jeszcze piękniejszy niż wszystkie poprzednie.
   — Chyba w końcu zrozumiałeś — oznajmiła, a ja kiwnąłem głową, zamykając notatnik. Wszystkie pytania, które chciałem zadać jeszcze dziesięć minut temu, stały się nagle zupełnie pozbawione sensu, bo oto odpowiedź siedziała przede mną.
   Notatnik upadł na podłogę tuż pod jej bose stopy. Pochylając się, chwyciła go w dłonie i otworzyła na pierwszej stronie. Przyglądałem się jej lekko zmrużonymi oczami spod opuszczonej głowy. Zawiodłem jako dziennikarz. Świat nigdy nie dowie się, jaka naprawdę jest Kobiecość. Wszelkie magiczne sztuczki, setki przerzuconych z ręki do ręki banknotów i głośne artykuły w gazetach publikowanych na cały świat właśnie zostały zmarnowane przez jednego człowieka.
   Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk rozdzieranego papieru. Istota - personifikacja kobiecości - wyrwała kartkę, na której znajdował się szkic jej samej i schowała go do kieszeni ogrodniczek. Zabierając mi z ręki ołówek, zaczęła pisać szybkimi, zdecydowanymi ruchami. Nie przerywałem jej, po prostu obserwowałem, jak blada dłoń skacze od lewej do prawej, od prawej do lewej, coraz niżej, aż w końcu skończyło jej się miejsce. Nie przejęła się tym, odwróciła po prostu kartkę i pisała na drugiej stronie. Szybko, pewnie, bez chwili zastanowienia, z wesołym uśmiechem na twarzy. W pomieszczeniu znowu rozległo się ciche dzwonienie. Gdybym zerknął w górę, może i zobaczyłbym złoty blask dzwonków, ale nie byłem w stanie tego zrobić. Jakaś niewidzialna siła sprawiała, że niczym zahipnotyzowany śledziłem ruchy jej dłoni. Godzinę. Dwie, pięć...
  

   Nie wiedziałem, czy nastała już noc, a może kolejny dzień. Może nawet minął tydzień albo rok. Uniosłem rękę i dotknąłem brody. Nie czułem zmiany w zaroście, mała bródka była takiej samej długości jak wtedy, kiedy wchodziłem do tego jasnego, pustego pomieszczenia.
   Szelest kartek umilkł.
   — Proszę — powiedziała cicho i podała mi notatnik. Biorąc go do ręki czułem ciepło, jakie emanowało z jego oprawy, choć wcześniej, mimo długiego trzymania go w objęciach, wydawał się zupełnie zimny.
   Przeniosłem na sekundę spojrzenie znad bloku na jej twarz.
   Ona nie potrzebowała moich pytań, a ja nie potrzebowałem jej odpowiedzi. Wszystko zawarła na stronach tych kilkudziesięciu kartek.
   Opuściłem wzrok i skupiłem się na pierwszym wersie.
  

   Kobiecość to historia spisana oczami milionów kobiet. To dłonie trzymające w objęciach nowe życie, ramiona oplatające się wzajemnie w geście nieskonczonej miłości. To czułe słowa matki i żony, pochylającej się nad tym, co jej najdroższe. To spracowane ręce, dotykające z czułością czoła najbliższych. To zabłocone stopy, które stąpając po kolcach, chronią tych, którzy wtuleni w pierś, otoczeni bezpiecznymi dłońmi, śpią spokojnie. To waleczność, gdy łzy kapią na spękaną ziemię, a ciało nie ma siły już wykonać najmniejszego nawet ruchu. To wzrok pełen miłości i umysł mądry, przepełniony wrażliwością i zrozumieniem.

   Zamknąłem na chwilę powieki, a gdy je otworzyłem, krzesło znajdujące się przede mną było puste. Odeszła, a wraz z nią zniknął dźwięk dzwonków. Sala znowu stała się cicha. Dopiero kiedy ołówek przetoczył się po drewnianej płycie krzesła i spadł z głuchym odgłosem na ziemię, po pomieszczeniu rozniosło się echo.
   Ściskając w dłoniach notatnik pełen słów, podszedłem do uchylonych drzwi i zamknąłem je z cichym skrzypnięciem.
   Nie chciałem jeszcze wracać.
   Nie mogłem.
   Opierając plecy o ścianę, osunąłem się na zimną posadzkę. Położywszy na kolanach notatnik, otworzyłem jego pierwszą stronę.
  

   Kobiecość to historia spisana oczami milionów kobiet.
  

   Zatopiłem się więc w tej historii zupełnie szaleńczo.
   Ad finem.*

* Do końca (z łać.)