Do diabła tylko krok

Do diabła tylko krok

Do diabła tylko krok

   Obślizgły tuńczyk wyleciał przez otwarte okno urzędu pracy, uderzając w policzek przechodzącą nieopodal panią Krysię. Zdezorientowana  wzdrygnęła się z obrzydzenia i spojrzała w kierunku, z którego nadciągnął atak, wymachując groźnie ręką. Ale już po chwili z owianego awanturą okna zaczął napływać różaniec inwektyw:

   – Proszę panią, panią to chyba i Bóg, i rozum opuścił, tylko nie wiadomo, które najpierw! – Krzyki urzędniczki gromadziły na chodniku gromadkę słuchaczy.  

   – A panią to nawet nie miał kto opuszczać! – Nie pozostawała dłużna pani Leokadia, interesantka, która właśnie wymachiwała świeżo kupioną puszką tuńczyka. – Na tyle mnie stać, za to mam dzieci nakarmić! Pani sobie wyobraża?  

   Do urzędu pracy ściągnął ją zatrważająco pusty stan konta, który uniemożliwiał wyżywienie rodziny. Ponadto dwa dni temu do drzwi pani Leokadii zapukał listonosz, przynosząc świeże wieści od komornika. Ona jednak nie odważyła się otworzyć listu. Poczuła za to nóż na szyi, który zmuszał do znalezienia pracy, ale, oczywiście, nie byle jakiej.

   – Pani, tu pani ma papierek ze szkoły hotelarskiej, a tam z technikum gastronomicznego, pani patrzy! – Leokadia rzucała w urzędniczkę zaświadczeniami niczym tasakami. – Pani da mi takie stanowisko, jakie pani ma!

   Oniemiała urzędniczka, spoglądając na dokumenty swojej klientki, zaczęła przeglądać w pamięci obrazy własnej edukacji na najbardziej prestiżowej uczelni w kraju. Mało kto wiedział, ile nocy przed egzaminami musiała zarwać i jak wiele nerwów poświęcić, by znaleźć się właśnie w tym miejscu. Milisekundy dzieliły ją od wybuchu wściekłości.

   – Dobrze, tu pani ma imię przyszłego pracodawcy, proszę się tam udać.

   – Ale tu jest napisane…Diabeł? – zapytała zdumiona pani Leokadia.

   – Tak, proszę iść do diabła!