***

Bajka

***

Ludzie Zachodu, snując bajki, posługują się figurami złej macochy oraz grzecznej dziewczynki, która w nagrodę za pokorną postawę wobec losu spotyka wieczną miłość – księcia na białym koniu.

Zimą 1920 roku stanęłam przed ojcem i jego żoną.

Ostre światło, odbijające się od śniegu, wpadało do pokoju, czyniąc go przedziwnie sterylnym.

– Usiądź, Niang.

Macocha stała w oknie. Oślepiający blask ślizgał się po jej kanciastym ciele. Bębniła upierścienionymi palcami w parapet. Cieszyła się.

Jedyny mężczyzna w pomieszczeniu milczał. Poluzował krawat, szukając wzrokiem jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Podchwyciłam również jego uczucia – lęk przed gniewem żmii.

Całą trójką wpatrywaliśmy się w kopertę na stole.

Roześmiałam się.

Oto co miało rozstrzygnąć o losie naszej rodziny, kwestii spadku, konflikcie z tą kobietą.

– Wspaniale, że nie możesz doczekać się zamążpójścia, kochanie.

Posyłała mi wystudiowany uśmiech pełen słodyczy.

– Ty chyba też – zachichotałam. – Wreszcie się mnie pozbędziesz.

– Powściągnij język – wybuchnął ojciec, obryzgując podbródek kropelkami śliny. – Rozmawiasz z matką.

Zaskakujące, wreszcie jakoś zareagował.

– Twoją żoną – sprostowałam, podnosząc się powoli. – Też mam dla was niespodziankę.

Sięgnęłam do kieszeni. Rzuciłam na stół własną kartę przetargową.

Ręka ojca drgnęła. Nie odważył się otworzyć listu.

Macocha zmarszczyła brwi.

– Planujesz wydać mnie za rzeźnika? – Celowo użyłam liczby pojedynczej. – Zabawne.

Jej usta pobladły. Z oczu ziała nienawiść. Wytrzymałam to spojrzenie.

– Otwórz, tato. Zobacz, z kim ona się spotyka, gdy tylko wyjeżdżasz.

Skoczyła do męża.

– Podstępna wiedźma! Szuka sposobu, żeby nas skłócić.

– Cóż, w szanghajskiej prasie skandale i tak szybko się drukują – oznajmiłam, delektując się zemstą. – Jakie znaczenie ma prawda?

Zatrzepotałam figlarnie rzęsami.

Bajki ludzi Zachodu są takie naiwne.