Story like mine

"Nie"

Story like mine

Jest 1998, mam siedem lat.

Mama siedzi na krawężniku z gitarą, przed nią leży puszka, do której zbiera pieniądze. Jej długie blond włosy są nieumyte, dzisiaj rano wpięłam jej w nie sztuczne kwiatki, by wyglądała ślicznie podczas występu. Może wtedy dostaniemy więcej pieniędzy. Widzę ją przez otwarte drzwi naszego nowego mieszkania. Podobno nie mogłyśmy dłużej zostać w poprzednim. Teraz mieszkamy z nowym kolegą mamy. Nazywa się Stach, poznali się chyba dwa tygodnie temu. Jego mieszkanie jest ciemne i bardzo brudne, w nocy zawsze mi zimno, bo muszę spać na podłodze. Wolałam swój dawny pokój.
Stach siedzi obok mnie, w ciemności i też słucha, jak mama gra. Ma dużego wąsa i jest bardzo stary. Nie lubię go, ale mama bardzo chciała z nim zamieszkać.
— Jesteś podobna do matki — odzywa się Stach, przyglądając mi się — obie jesteście śliczne.
Mówiąc to, jego stara, pomarszczona dłoń ląduje na moim udzie. Nie wiem co mam zrobić.
— Mama jest ładniejsza ode mnie — odpowiadam zmieszana, czuje, że wychodzą mi wypieki na twarzy.
— Ale nie jest taka młoda — odpowiada Stach, a jego dłoń wędruję pod moją spódniczkę.
Czuje różne rzeczy i nie rozumiem.
— Ci — mówi, głaszcząc mnie jednocześnie po włosach — Pobawimy się.

Parę godzin później leżę na podłodze wstrząśnięta. Coś się zdarzyło. Stach coś mi zrobił, ale nie wiem co. Powiedziałam mamie, bo bardzo źle się z tym czułam. Pamiętam, jak jej twarz zrobiła się cała czerwona ze złości. Potem wybuchła afera i Stach uderzył mamę w twarz. A potem mnie. Gdybym wiedziała, że tak się stanie, siedziałabym cicho.
Stach odwraca się do mnie i warczy, widzę, jak drga mu policzek, ale nie słyszę. Tak mocno mnie uderzył, że zatkało mi uszy. Mama staje za nim z rozciętą wargą. Trzyma coś w ręce. To chyba była patelnia. Patrzę, jak bierze zamach i uderza go mocno w tył głowy. Stach chwieje się i pada obok mnie. Po drodze uderza czołem w kant stolika. Nie rusza się. Mama podbiega do mnie i bierze w ramiona.
— Już wszystko w porządku kochanie. Przepraszam cię.
Przytulam się do niej. Nie wiem, za co mnie przeprasza. Przecież nic nie zrobiła.
Niedługo potem wprowadzam się do dziadków na wieś. Mama nie mogła zamieszkać z nami. Po tym, jak uderzyła Stacha, on nigdy się już nie podniósł. W sądzie nie uwierzyli jej, że był to akt samoobrony. Mieszka teraz w jednej celi z innymi paniami, które zrobiły krzywdę złym panom.

Jest 2006, mam piętnaście lat.

Po kryjomu uczę się grać na gitarze, którą odziedziczyłam po mamie. Babcia bije mnie po rękach za każdym razem, kiedy wyciągam je w stronę instrumentu. Boi się, że muzyka zmarnuje mi życie. Mimo to, od lat, kiedy babcia wychodzi z domu, dziadek uczy mnie nowych piosenek. On również kiedyś grał, ale to było, zanim poszedł do wojska. Widzę, że tęskno mu do tamtych czasów. Często opowiada mi swoje historie, chociaż czuję, że nieraz zmyśla. Wpaja mi, że jestem silna i muszę taka pozostać, bo świat robi się coraz bardziej nieczuły na wszystko, co piękne. Babcia zawsze mówi, że lepiej nie chodzić z głową w chmurach. Na każdym kroku przypomina mi, że jak sobie pościele tak się wyśpię. Mama często wysyła mi kartki z więzienia, czasami nawet dzwoni. Żałuję, że nie ma jej przy nas. Babcia kręci głową na moje propozycje odwiedzin w więzieniu. Widocznie wstyd jej za córkę.
Mam swojego pierwszego chłopaka. Nie wiem, czy go kocham, on często to mówi, a zaraz potem chwyta mnie za pośladki. Zawsze wtedy się wzdrygam i mam przed oczami Stacha. Bierze mnie na wymioty i zaciskam oczy. Muszę odetchnąć kilka razy, zanim ten obraz zniknie. Byłam wtedy bardzo młoda, ale nadal pamiętam smak krwi w ustach i ten piekący ból między udami. Obrzydzenie zostanie ze mną chyba na zawsze. Michał często pyta mnie, dlaczego nie chcę się z nim całować. Ja prawie w ogóle o tym nie myślę. Jestem w gimnazjum i wszyscy moi znajomi zaczynają eksperymentować. Spotykam się z koleżankami i słucham ich opowieści, przy czym wcale nie czuje dreszczyku podniecenia. Nie wiem, ze mną jest chyba coś nie tak.
Tego popołudnia przyszłam do Michała do domu. Mieszka w centrum miasta, z rodzicami i młodszą siostrą. Dzisiaj jesteśmy sami. Umówiliśmy się na oglądanie filmu. Siadam na jego czarnej kanapie, z salonu ma widok na ogród różany. Słońce powoli opada i pomieszczenie wypełnia leniwa smuga światła. Cieszę się, czując ciepło na swojej twarzy i zamykam oczy. Uśmiecham się.
— Co jesteś taka szczęśliwa? — Michał siada obok mnie, przyciągając do siebie. Wciągam jego zapach, zawsze tak ładnie pachnie.
— Po prostu — odpowiadam.
Uśmiecha się i całuje mnie. Nie specjalnie mam na to ochotę, ale pozwalam mu. Pogłębia pocałunek i zaczyna wodzić palcami po moich plecach. Dobrze wie, że nie mam zamiaru się z nim kochać, wspominałam wiele razy, że nie jestem na to gotowa. Nie wiem, czy kiedokolwiek będę.
— Przestań — odrywam się od niego, kiedy wkłada dłoń pod moją bluzkę. Przechodzą mnie ciarki i to te nieprzyjemne.
Michał spogląda na mnie z krzywym uśmieszkiem.
— Ile jeszcze. Kocham cię, chcę tego. Też powinnaś udowodnić mi, że mnie kochasz — mówi, a w mojej głowie zapala się alarm.
— Niczego nie muszę ci udowadniać — odpowiadam poirytowana. Odpycham go od siebie — Czas na mnie — cedzę przez zaciśnięte zęby. Jestem wściekła, że nie rozumie. Bo ja nagle zrozumiałam, że ten wieczór był ustawiony. Tylko po jedno.
— Kotku, przestań! Żartowałem — próbuje chwycić moją rękę, ale podrywam ją w powietrze.
— Mało śmieszne — odchodzę od niego i zbieram swoje rzeczy.
— Naprawdę, to ja powinienem być tym, kto się złości w tej sytuacji — rzuca, niby żartobliwie. A ja przewracam oczami. Jak mogłam nie zauważyć, że był takim debilem.
— Do nigdy — rzucam przez ramię, stojąc w drzwiach wyjściowych.
Nigdy nie zapomnę jego miny, kiedy zrozumiał, że „nie” naprawdę znaczy „nie”.

Jest 2014, mam dwadzieścia trzy lata.

Studiuję Muzykologię dziennie, a wieczorami daję występy, gdzie popadnie. Dzisiaj wpadł mi występ w jakimś obślizgłym barze, w którym scena jest wielkości stolika. Stoi na niej mikrofon, który tylko czeka na mnie i na moją gitarę. Właściciel baru wygląda na dobrego człowieka, jest schludnie ubrany i przystrzyżony. Zupełnie nie pasuje do bandy obleśnych starych dziadów i ich przerysowanych dziuń, dla których będę dziś występować. Podchodzę do niego, a on mierzy mnie wzrokiem. Przestaje mi się to podobać.
- Co ty masz na sobie? – pyta, unosząc krzaczaste brwi.
Zerkam w dół, na swój T-shirt i spodnie z dziurami.
— Ubranie? — odpowiadam z ironią.
— Nie mów, że w tym chcesz występować.
— Coś się panu nie podoba?
— Nie za to ci płacę — obrusza się mężczyzna. 
— Teoretycznie jeszcze mi pan nie zapłacił. W czym więc problem?
— Powinnaś była ubrać coś seksowniejszego. Jak chcesz przykuć uwagę ludzi? — w jego głosie słychać czyste oburzenie. A ja nie wierzę własnym uszom.
— Talentem. — odpowiadam, unosząc dumnie podbródek.
Właściciel łapie mnie za niego i uśmiecha się szyderczo.
— Taka słodziutka, a taka głupia. Kochanie, nikogo nie obchodzi twój śpiew. To ma się sprzedać, nie jesteś na szkolnym apelu.
Kiedy puszcza mój podbródek, szczęka mi opada. W głowie mi się nie mieści, jak można komukolwiek coś takiego powiedzieć.
— Wie pan co. Niech pan wsadzi sobie swoje pieniądze w dupę. Do widzenia.
Zarzucam gitarę na plecy i wychodzę z baru, zaskoczony właściciel wodzi za mną wzrokiem.
Na myśl o jego wielkiej łapie dotykającej mojej twarzy, kręci mi się w głowie. Jak mogłam do tego dopuścić. Dlaczego, mnie to spotyka? Czy nikt już nie zna określenia strefy intymnej?
Przez ramię pluję na drzwi lokalu.
Nigdy więcej mnie to nie spotka.
Przed oczami staje mi pomarszczona dłoń wsuwająca się pod moją spódnicę.
Nigdy więcej.
Widzę mamę, jak unosząc w górę patelnie, przekreśla sobie szansę na normalne życie. Dla mojej przyszłości. W mojej obronie.
Nie pozwolę, by jej ofiara poszła na marne. Jej odwaga mnie inspiruje, bo, pomimo że byłyśmy w rynsztoku, na samym dnie, ona nie pozwoliła się stłamsić mężczyźnie, tylko dlatego, że mógł zaoferować jej kawałek dachu nad głową. Mogła milczeć, ale tego nie zrobiła.
Ja także tego nie zrobię.