Siedem kartek papieru

Zbiór: Mikrohistorie

Siedem kartek papieru

– Dzień dobry, panie Arturze. – Pracownik poczty przywitał stojącego w drzwiach, zmarzniętego staruszka. – Co tam słychać? Dawnośmy się nie widzieli.

– Dawno?

– No dawno, panie Arturze. Toć ostatni raz był pan u nas w piątek. Dwa dni, panie drogi. Cały weekend. Pan da ten list.

– List – powtórzył staruszek, mrużąc nieufnie oczy. – A skąd wie, że mam list?

– Toć jest pan tu dzień w dzień. Zawsze z listem. Pan go pokaże. No już, niech pan podejdzie i nie wpuszcza zimnego powietrza – powiedział i wyciągnął zachęcająco rękę. Za fasadą wesołości urzędnik starał się ukryć smutek, który pojawiał się w jego sercu za każdym razem, gdy na poczcie pojawiał się pan Artur. – Dziękuję. Widzę, panie Arturze, że adres bez zmian?

Jak zawsze – pomyślał. Bez zmian.

– Dojdzie na jutro?

– Tak, panie Arturze. – Obrócił grubą kopertę w dłoniach. – Dojdzie.

Przynajmniej siedem kartek – stwierdził. Pewniakiem. Lata doświadczenia i tysiące, o ile nie dziesiątki tysięcy listów, które przeszły przez jego ręce sprawiły, że nie miał wątpliwości: siedem kartek. Zapisanych najdrobniejszym pismem, jakie kiedykolwiek widział… Sądził, że nie odważy się otworzyć listu niezaadresowanego do siebie, ale pięć lat temu złamał najważniejszą zasadę swojego zawodu. Ten jeden, jedyny raz. Był ciekawy. Tak bardzo ciekawy, co wypisuje człowiek odwiedzający pocztę codziennie.

– Jutro będzie w skrzynce.

– Dobrze. Dobrze. Znaczek?

– Dwa dwadzieścia. Jak zawsze.

– Dobrze – powtórzył staruszek. – Bardzo dobrze. Do zobaczenia.

Do jutra – pomyślał pocztowiec. Do jutra.

Drogi Arturze, zaczynał się tamten list. Zapominam. Zapominam wszystkiego. Więc będę pisać do siebie, jakbym pisał do ciebie. Żebym mógł pamiętać, kim jestem. Do przeczytania, amicus mei.

 

Najkrótsza słomka