***

Wkrótce się skończy

***

– Jesteś popierdolona? – zapytał z lepkim uśmieszkiem na ustach.

W przeszłości scena w lesie wielokrotnie powracała. Nauczycielka poszła za koleżankami, by przyjrzeć się gigantycznemu grzybowi. Nigdy nie dowiedziała się, co zaszło pod sosnami. Inne dzieci nie przejmowały się pulchną okularnicą wgapioną w twarz najfajniejszego chłopaka w klasie. Frajerka na pewno nie rozumiała istoty brzydkiego wyrazu na „p”.

Mieliśmy po jedenaście lat.

Często rozkoszowałam się wizją lepszej siebie – szczupłej blondynki noszącej najmodniejsze jeansy. Odpłacałam się z nawiązką ciętymi ripostami. Ponadto najszybciej biegałam i najwyżej skakałam, nie mówiąc o szóstkach w dzienniku. Jednym słowem dziewczyna, która nie da się poniżyć. W wyobraźni pielęgnowałam obraz bohaterki z krwi i kości spotykanej zazwyczaj w sitcomach dla nastolatków. Lubiłam myśleć o wymierzaniu sprawiedliwości; o usadzaniu na czterech literach wyszczekanych bachorów z gatunku tych chwalących się drogimi zabawkami, na które zarobiły nie one, lecz ich rodzice. Wariantów do rozprawienia się z nimi nie brakowało, bo i motywacji, aby je karać, przybywało.

Koledzy gardzili mną, toteż szybko odkryłam, że nie powinnam liczyć na akceptację. Coś widać we mnie tkwiło, przez co nie mogłam się im podobać, więc zaprzestałam starań.

Utwierdzona w przekonaniu, że umiem obejść się bez towarzystwa, wybierałam świat fantazji. Wyimaginowane przygody doskonale zastępowały potrzebę prawdziwych i zawsze kończyły się dobrze. Śniłam na jawie o głębokich i szczerych relacjach. Gasiłam tęsknotę za miłością obrazami rodem z animowanych seriali, gdzie najfajniejsi chłopcy w klasie udzielają korepetycji, angażują się w wolontariaty i po prostu rozumieją. Żaden z nich nie zabierałby mi rzeczy, aby kopać je przez pół korytarza.

Lepsza wersja mnie osiągała szczęście, a następnie rozdawała je smutnym ludziom, pocieszała ich i niosła nadzieję. Każdy z wymyślonych awatarów liczył się z tym, co miała do powiedzenia.

Tymczasem rzeczywistość rozbijała ten wizerunek w drobny mak. Wystarczyło wrócić ze świata fantazji, by znaleźć się w środku festiwalu słabo maskowanej nienawiści.

Problemy narastały, potem zaczęły przygniatać. Mimo to sklejałam pragnienia wciąż na nowo i na nowo. Karmiłam się nimi. Wolałam życie podsycane fałszywymi marzeniami. Bezpieczna w labiryncie umysłu równocześnie błądziłam w nim, nie znajdując drogi wyjścia. Uparcie poszukiwałam szczęścia, a znajdowałam jego pozory – model idealnej osoby, który był poza moim zasięgiem.

– Jesteś popierdolona? – zapytał tylko raz, a ja wciąż zadawałam nieme pytanie, dlaczego tak bardzo mnie nie lubiano?

Dzieci wyczują najsłabszego w stadzie.

Dzieci to bestie.

Niczym w pętli odtwarzałam rozmaite modyfikacje tamtej sceny ze szkolnej wycieczki. Upajałam się chwilą zdarcia z ust łobuza przebrzydłego uśmiechu. Kazałam mu spadać albo strącałam go w zieloną kipiel pokrzyw. A czasem z urwiska.

Latami zaśmiecałam umysł. Frustracja szła w parze z płomieniem wyobraźni. Nie korzystałam z niej w zdrowy sposób.

Pozwoliłam się zagnać w pułapkę niepokoju i ustawicznego poczucia winy.

Niemniej buszując pośród tych szkodliwych myśli, które z biegiem czasu przemieniały się w rupiecie, przeżyłam.

Jakoś.

Moje wnętrze stało się przystanią we mgle, czymś w rodzaju drugiego domu, a z drugiej strony więzieniem. Pomagało uciec, ale nie pomagało zmierzyć się z niebezpieczeństwami czyhającymi za horyzontem fantazji.

***

Najfajniejszy Chłopaku w Klasie, a także wszystkie Klasy, pomiędzy którymi odbijałam się niby piłka, dziękuję!

Dziękuję za Waszą pogardę, żarciki, wyzwiska, pełne dezaprobaty spojrzenia. Z cierpliwością uczyliście mnie, że dla W a s z e g o świata jestem nikim, wobec czego zbudowałam własny. Z serdecznością pomogliście mi na długie lata zatracić poczucie swej wartości.

Staraliście się z całego serca, a ja Was zawiodłam.

Patrząc wstecz, przyznam, że niczego w swej przeszłości bym nie zmieniała. Poznałam smak nienawiści i rozpaczy, wytyczono mi granice, zamknięto w samej sobie, ale ostatecznie polubiłam siebie i teraz wykorzystuję wyobraźnię do celów przynoszących satysfakcję.

Zostałam pisarką.

Powołuję do istnienia z zakamarków mojego Wszechświata. Nadaję imiona, wyznaczam role i stawiam przeszkody. Wkładam osobiste przemyślenia w usta ludzi utkanych z fikcji. Zaszczepiam światom swoje obserwacje.

Nawet teraz odświeżam wszystkie wspólnie spędzone chwile i uśmiecham się do wspomnień. Wybaczam Wam, bo to Wy mnie ukształtowaliście. Pewnego razu wybaczę też sobie, gdy nie potrafiłam wydostać się z więzienia w głowie. Ostatecznie wyrosłam na silną kobietę – sądzę, iż mogę tak powiedzieć. Wyobrażam Was sobie równie szczęśliwych jak ja dziś.

Kiedyś trzeba posprzątać połamane, zakurzone relikty przeszłości poniewierające się na zakrętach umysłu. Zorganizować wolną przestrzeń dla kolejnych pomysłów, postaci i scen. Nie żałuję zatem, że rozstajemy się na zawsze ani nie zobaczymy więcej.

Najfajniejszy Chłopaku w Klasie, zamykam oczy i po raz ostatni wracam do lasu. Wyłaniają się sosny, grupka znudzonych dzieci, ten gigantyczny grzyb, wreszcie Ty. Chcesz mnie zranić, ale ja uśmiecham się promiennie, po czym mówię:

– Tak, jestem popierdolona. I nigdy nie chciałabym być nikim innym, a to wszystko i tak wkrótce się skończy.

A Wy jesteście tylko wspomnieniem.