Biały pokój

Biały pokój

Biały pokój

Starszy, schorowany mężczyzna kroczył za pielęgniarką. Podpierał się drewnianą laską, bo każdy krok sprawiał mu ból. Kiedy stanęli pod drzwiami sali dwieście dwa, kobieta szybkim gestem ręki zaprosiła go do środka. Ściany pokoju były białe. W centrum pomieszczenia stał skórzany fotel. Obok niego ustawiono stoliczek nocny, na którym leżał kubek kawy i kilka kostek czekolady. Napój zrobiono chyba całkiem niedawno, bo z garnuszka wydobywała się para.


— Proszę się częstować — powiedziała opiekunka, a kąciki jej ust uniosły się w górę. — Odpoczynek przed zabiegiem jest naprawdę wskazany.


Pacjent odwzajemnił grymas i usiadł na fotelu. Sięgnął ręką po kawałek czekolady. Potem po drugi i trzeci. Jego myśli nie skupiały się na pobycie w klinice, lecz krążyły wokół ukochanej. Tęsknił za małżonką, mocno odczuwając jej brak. Wiedział jednak, że zaraz po zabiegu ją zobaczy. Pociągnął ostatni łyk kawy, a następnie wcisnął guzik wzywający pracowników kliniki.


Do pokoju weszło dwóch medyków w białych kitlach. Mieli ze sobą wózek inwalidzki, potrzebny do przewiezienia podopiecznego, w kierunku odpowiedniej sali. Sanitariuszka, która weszła za nimi, pomogła choremu usiąść na wózku. Korytarz, prowadzący do miejsca docelowego, był bardzo długi.
W pomieszczeniu zabiegowym stała maszyna — Sarco — mająca spełnić marzenie staruszka. Mężczyzna popatrzył na nią z uśmiechem. Podszedł do kapsuły i ją pogłaskał. Wpisał, na przeznaczonej do tego klawiaturze, czterocyfrowy kod. Drzwi pojazdu uchyliły się, więc pacjent pomachał lekarzom. Zadowolony wszedł do środka i nacisnął przycisk, który jednocześnie zamknął drzwi i rozpoczął proces uwalniania azotu. Czuł, że zaczyna głęboko zasypiać.


— Tess, kochanie, nareszcie jestem — wyszeptał resztką sił.