Tylko to mi zostało

Tylko to mi zostało

Tylko to mi zostało

Wybiła ósma czterdzieści jeden. Staszek leżał na plecach z rękami splecionymi za głową i odprawiał swój poranny rytuał liczenia plam na szpitalnym suficie. Mógłby ktoś w końcu ruszyć dupę w tej zasranej norze, machnąć kilka razy pędzlem, byłoby po sprawie – myślał poirytowany staruszek. Nagle drzwi otworzyły się i do sali wparowała młoda dziewczyna z wytatuowaną na przedramieniu klepsydrą.

– Czołem dziadek – żwawo zasalutowała dziewiętnastoletnia Otylka.

– Odpowiedziałbym "kluski z rosołem", ale te pomyje, które nam tu serwują, w niczym nie przypominają prawdziwego jedzenia – oznajmił zgorzkniale staruszek, po czym nachylił się i szepnął do młodej – Masz?

– No pewnie, że mam, jak zawsze – przyznała z dumą wnuczka, wysuwając z lewej kieszeni dżinsów paczkę papierosów.

Od lat między tych dwojgiem istniała niewidzialna nić porozumienia. Otylka z wielką fascynacją obserwowała dziadka trzymającego papierosa w artretycznej dłoni. Był to jedyny moment, kiedy mogła dostrzec, jak jego mętne oczy odzyskują kolor, jak pojawiają się w nich rozmarzenie i błogość.

– Uwielbiam ten zapach – wyznał staruszek, biorąc głęboki oddech i spoglądając na smużkę dymu wydobywającego się z papierosa. – Do diabła z tym rakiem płuc, tylko to mi zostało z życia, a skoro koniec tuż tuż, to przynajmniej sobie pofolguję.

Te słowa sprawiły, że Otylka uśmiechała się przez łzy, stojąc nad grobem dziadka.