poniedziałek

goodbye; yoongi

poniedziałek

Gwiazdy świeciły nad głowami dwójki chłopców, którzy zdecydowali się pić alkohol w ciepłą, czerwcową noc. Obaj byli niepełnoletni, więc gdyby tylko ktoś ich na tym przyłapał, ponieśliby poważne konsekwencje, ale żaden z nich tego się nie bał. W końcu kto mógłby ich znaleźć, gdy leżeli na zbiorniku wodnym ze wzrokiem utkwionym w obezwładniającą wielkość wszechświata? Byli zbyt daleko od wścibskich spojrzeń, a w towarzystwie świecących punkcików na niebie czuli się bezpiecznie. Cały świat zdawał się bowiem kurczyć tylko do nich i tego, co mieli przed sobą. Nic innego dla nich nie istniało.

Gdy byli mali wierzyli, że każda gwiazda była duszą zmarłej osoby, a Min Yoongi — choć już dobrze wiedział, że to wielka bujda — wciąż pragnął w to wierzyć. Chciał bowiem stać się jedną z nich, by ludzie mogli rozkoszować się jego pięknem i by mogli odnaleźć w nim spokój. W jego ciele utknęła bowiem zbyt roztrzaskana dusza, która pragnęła wolności. Wolności, którą Min Yoongi zamierzał jej dać.

— Nienawidzę piwa — postanowił wyznać, uznając, że to ostatnia okazja do uwolnienia niewypowiedzianych słów. Nawet tych z pozoru błahych, które w rzeczywistości pod sobą skrywały dużo więcej.

— Więc dlaczego je ze mną ciągle pijesz?

— Bo lubię pić piwo w twoim towarzystwie. Wtedy smakuje odrobinę lepiej. — Słów, które bał się wcześniej powiedzieć głośno.

Hoseok kompletnie nie spodziewał się po Yoongim takiego wyznania. Po każdym — nawet kasjerce w osiedlowym sklepie, która nie pałała do niego sympatią od momentu, gdy próbował ukraść lizaka — ale nie po tym zamkniętym w sobie osobniku. Jeszcze bowiem nie słyszał nigdy z jego ust nic na temat uczuć, które targały jego sercem czy tego, ile tak właściwie znaczą dla niego poszczególni ludzie. Teraz natomiast usłyszał w tych prostych zdaniach to wszystko, co wcześniej było głęboko w nim skryte. Chłopak wiedział, że to dziwne i wręcz niepokojące, ale zupełnie zignorował głosik w jego głowie, który cicho mu to szeptał. W końcu co złego mogło się wydarzyć?

— Gdy siedzimy razem i patrzymy na te cholerne gwiazdy, świat wydaje się być odrobinę bezpieczniejszym miejscem. Kurczy się do naszej dwójki i jest zwyczajnie dobrze.

Słowa te w uszach Hoseoka brzmiały pięknie i ogrzewały jego serce, co skutecznie tłumiło niepokój, który w nim zakiełkował. Dlaczego jego hyung mówił mu takie wyznania? Czemu akurat dzisiaj? Ale pytania te pojawiały się w jego głowie i niemalże od razu znikały. Bał się odpowiedzi, jakby przeczuwając co miało nadejść.

— Bro, no homo — zażartował więc, wierząc, że to najlepsze wyjście z sytuacji. Ucięcie tematu dowcipem. Ucieczka.

— Jesteś śliczny — Yoongi próbował mówić głosem zachwyconej idolem nastolatki, zaraz jednak wracając do swojego — ale nie na tyle, by poruszyć moje serce. No homo, bro.

— Ej! A co niby jest ze mną nie tak?!

Obaj chłopcy uciekli do świata żartów, udając, że nic dziwnego nie miało chwilę temu miejsca. A raczej Hoseok udawał, a Yoongi mu na to pozwalał. W końcu było mu to nawet na rękę — uniknął dzięki temu niewygodnych pytań, na które nie miał ochoty odpowiadać. Mógł za to po prostu cieszyć się obecnością przyjaciela i napawać się bezpieczeństwem, które ten mu dawał. Ten ostatni raz chciał napełnić swoje serce jego ciepłem, choć ciepło to i tak nie mogło już go uratować. Było na to zwyczajnie za późno.

A gdy się rozstawali Hobi nawet nie zwrócił uwagi na to, że jego hyung zamiast "do następnego" użył słowa "żegnaj".

— Żegnaj — powiedział, a w myślach dodał: — Dziękuję za każdą wspólną chwilę. Bądź szczęśliwy, to jedyne o co cię proszę.

Po tym każdy z nich poszedł w swoją stronę, w głowie mając zupełnie inne myśli.

wtorek