#mikrodrzwi

Zanim umrzesz

#mikrodrzwi

Minęła sześćset sześćdziesiąty szósty zakręt i dotknęła ściany. Chropowaty, zimny beton podrażnił jej skórę. Którędy teraz?

            - Jest tu ktoś? – spytała.

Odpowiedziało jej echo własnego głosu.

            Cudem panowała nad płaczem. Obudziła się nieokreślony czas temu w ciemnym pomieszczeniu. Kopnęła wiadro na odchody, nadziała się żebrami na kran. W panice uciekła stamtąd wprost do labiryntu.

            Przystanęła na korytarzu i przetarła oczy. Tylko pogorszyła sprawę, bo uroniła kilka łez.

            - Nie poddam się, słyszysz?! Nie poddam się!

            Echo powtarzało jej słowa, kiedy pobiegła przed siebie. Po chwili uderzyła w ścianę i odbijając się od niej straciła równowagę. Upadła na plecy.

            Rozpłakała się.

            - Przepraszam! – krzyczała, by słyszeć swój głos. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz z kimś rozmawiała. – To ty powinieneś się tu znaleźć! W jaki sposób mnie przechytrzyłeś?!

            Przysunęła się do ściany i podkurczyła nogi. Zaszlochała.

            - Obiecałeś, że pozwolisz mi odejść, jeśli zbuduje ten labirynt. Obiecałeś! – Przygryzła pięść ze złości. – Gdzie są te drzwi?! – krzyczała dalej.

            W ciemnościach coś stuknęło. Wyczuła cudzą obecność.

            - Gdzie jesteś?! Wiem, że tu jesteś!

            Rozległ się chichot, którego nie niosło echo.

            - Bardzo mi przykro, ale przegrałaś – przemówił ludzkim głosem. – Za dwie sekundy pokroją cię na narządy, twoja rodzina podpisała zgodę na odłączenie cię od respiratora. Teraz twoja dusza należy do mnie.

            Przeszył ją bolesny chłód od ostrza skalpela na brzuchu.

            - Już wiesz, dlaczego ludzie przegrywają?

Poświecił sobie na twarz, wyglądał jak ona. Później skierował latarkę na drzwi. Dwadzieścia metrów od niej, o te pięć sekund za późno.