4. Hogwarts Express

Mroczna Pani || Venus Potter

4. Hogwarts Express

   Minęło kilka tygodni. Venus prawie nie wychodziła z pokoju, ciągle siedząc na swoim parapecie i czytając. Przerywała jedynie aby spać, jeść oraz raz aby pójść ponownie na Pokątną, bo skończyły jej się książki.

Przez ten czas zdążyła wyrobić sobie jako-taką opinię na temat Magicznego Świata. Po pierwsze, uważała za głupotę tę całą „monarchię czystokrwistych". Przypominało jej to trochę mugolską Wojnę Światową. Powinna się liczyć Magia, a nie krew. Po drugie, dlaczego Magiczne Zwierzęta są szufladkowane? A raczej chodzi o stworzenia typu wilkołaki – może i niektóre są złe, ale to, że kilka osób z danego gatunku nie są dobre, to nie znaczy, iż wszystkie należy zamknąć. Ministerstwo zamiast odseparowywać wilkołaki, bo są niebezpieczne, powinno je zaopatrywać w Eliksir Tojadowy. Skoro już o nietolerancji mowa – dlaczego ślizgoni są uważani za złych? I to człowiek, i to człowiek. Przecież ślizgoni są sprytni oraz ambitni, a nie źli, okropni i zdradliwi. To, że w ich domu był Voldemort nie znaczy, iż oni są tak samo źli. Wydaje się, że to właśnie to traktowanie powoduje ich przejście na stronę Czarnego Pana. Skoro o nim mowa.. Tu Venus ma wiele pytań. Dlaczego nazywa się „Voldemort"? To nie może być jego prawdziwe imię, ale w żadnej książce dziewczyna nie znalazła chociażby wzmianki o życiu Czarnego Pana zanim nim został. W takim razie musi on ukrywać swoje dane, ale po co? Gdyby pochodził z czystokrwistego rodu, nie ukrywałby swojego imienia oraz nazwiska, ale gdyby był półkrwi lub mugolakiem, po co miałby wtedy walczyć za teorię czystej krwi? To po prostu było dziwne.

- Śniadanie! – rozległo się nagle wołanie pani Cole, a Venus wyrwana z zamyślenia zeskoczyła z parapetu odkładając na bok grubą księgę o Eliksirach. Następnie ogarnęła wzrokiem pokój wkładając lekturę do kufra tuż obok podręcznika do tego przedmiotu. Potem zeszła powoli na śniadanie jedząc w milczeniu kanapkę z serem, a gdy tylko skończyła, wzięła ze swojego pokoju kufer i wyszła na ulicę. Tam, zgodnie ze wskazówkami zawartymi w książkach machnęła różdżką. Czekała kilka sekund, aż rozległ się świst, a przed dziewczyną stanął wysoki, wielopiętrowy autobus. Wysiadł z niego pryszczaty młodzieniec trzymając w dłoni pomiętą karteczkę wyrecytował formułkę, z której wynikało, iż nazywa się Stan.

- Kings Cross – warknęła zniecierpliwiona dziewczyna podając pieniądze za bilet i patrząc na zegarek. Miała całą godzinę, ale chciała zająć najlepszy przedział. Zgodnie z zaleceniami chwyciła mocno siedzenia, a sekundy później pojazd wystrzelił jak z procy. Venus zacisnęła oczy, które otworzyła dopiero minutę później, gdy przyzwyczaiła się do prędkości autobusu. Chwilę później, Błędny Rycerz z piskiem wyhamował przed stacją. Avadooka błyskawicznie wyszła i ruszyła ku peronom 9 oraz 10. Wbiegła w barierkę, a dokładnie w tej chwili przyjechał pociąg. Była to błyszcząca, rubinowa lokomotywa z napisem „Hogwart Express". Dziewczyna zajęła ostatni przedział lewitując na półkę swój kufer, uprzednio wyjmując z niego księgę o Starożytnych Runach. Na początku ten przedmiot wydawał jej się niezbyt zachęcający, bo przypominał mugolską plastykę, ale okazało się, iż bardziej przypominał połączenie hieroglifów oraz nauki języka obcego. Jedną z ulubionych Run Venus była Runa Hefajstosa, nazwana na cześć Hefajstosa, czyli greckiego boga ognia. Powodowała ona ogień palący się całą dobę. Wystarczyło nakreślić odpowiedni rysunek na powierzchni, którą chciało się podpalić, a następnie stuknąć w nią różdżką. Taki ogień nie rozprzestrzeniał się, a zgasić przed upływem 24h dało się do jedynie inną Runą, nazwaną Runą Anty-Hefajstosa.

Innym przedmiotem, do którego podręcznik Venus posiadała była Numerologia. Rozumiała ten przedmiot i nawet jej się podobał. Polegał on głownie na szyfrach oraz szyfrowanych zaklęciach. Teraz jednak dziewczyna czytała podręcznik do Run, gdy nagle drzwi do jej przedziału odskoczyły na bok, a jakiś osobnik wpadł do przedziału.

- Wolne? – zapytał znajomy głos.

- Nie – odpowiedziała Venus przewracając stronę.

- Tu jest wolne.

- Nie. Czego nie rozumiesz? – warknęła dziewczyna.

- Bo tu jest wolne – Avdooka nie wytrzymała i chwyciła różdżkę.

- Expulso – wycelowała różdżką w intruza, który z hukiem wyleciał z przedziału. Podniosła leniwie wzrok znad książki, a tam, rozpłaszczony leżał jej brat. Tak, to z całą pewnością był on – niski, z oczami w kolorze świeżej trawy oraz drucianymi okularkami. Dziewczyna poczuła falę nienawiści do chłopaka i zatrzasnęła drzwi, aż te za trzęsły się w nawiasach. Odetchnęła głęboko i usiadła ponownie zanurzając się w lekturze. Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem, po czym weszła przez nie dziewczynka. Miała gęste, puszyste włosy, przemądrzałe spojrzenie oraz za duże, przednie zęby, niczym u wiewiórki.

- Czy nie widziałaś tu ropuchy? Neville swoją zgubił – zapiszczała brzmiąc na mądralę.

- Nie – odpowiedziała krótko Venus wracając do lektury.

- Ooch, czy to są Starożytne Runy? – spytała Mądrala zadzierając nosek.

- Owszem.

- Ojejciu! Czy mogłabyś mi pożyczyć bo..

- Nie – warknęła Venus, zastanawiając się, czy potraktować ją klątwą.

- Jesteś NIEMIŁA – prychnęła Wiewiórka.

- Ta, a ty jesteś najmilsza na świecie, zwłaszcza jak wpraszasz się do czyjegoś przedziału. Wyjdź – warknęła Avadooka.

- A..

- WYJDŹ – wysyczała niebezpiecznie Venus, a pulchny chłopiec, który pojawił się za Mądralą szybko ją stąd zabrał.

- Mam nadzieję, że nie wszyscy są tak głupi jak tamta trójka– pomyślała brunetka powracając do czytania. Do końca podróży już nikt jej nie przerywał, jeśli nie liczyć jakiegoś blondyna, który tylko zajrzał i poszedł dalej oraz Pani z Wózkiem.

Tuż przed końcem Venus przebrała się w czarne szaty szkolne oraz wyszła, zgodnie ze wskazówkami damskiego głosu który rozległ się podczas ostatnich minut zostawiła bagaże w pociągu. Gdy wyszła na zewnątrz zauważyła człowieka dwa razy większego niż normalnie. Miał on gęstą, czarną brodę oraz połatany płaszcz.

- Pirszoroczni! Pirszoroczni do mnie! Pirszoroczni! – wrzeszczał olbrzym. Venus ostrożnie podeszła do niego czując się trochę nieswojo.

- Patrzać pod nogi i idziemy! – ryknął zaczynając iść przez jakieś chaszcze. Dziewczyna niepewnie ruszyła za nim uważając, aby się nie potknąć – ścieżka, którą szli była pełna wygnieceń, wystających korzeni oraz błotnistych kałuż. Gdy dotarli do wielkiego jeziora, olbrzym kazał im wsiąść do łódek po cztery osoby. Potterówna zajęła tę najbardziej oddaloną od brata. Chwilę potem dosiadło się do niej troje uczniów – jeden chłopiec oraz dwie dziewczynki. Byli pogrążeni w rozmowie i nawet jej nie zauważyli. Gdy łódki odbiły od brzegu, Venus wiedziała już z zasłyszanej dyskusji, iż dziewczyna siedząca obok niejto Hanna Abott, naprzeciwko niej jest Ernie McMilian, a obok niego śmiała się Susan Bones.

Aby zabić czas dziewczyna utkwiła wzrok w wodzie migocącej w blasku lamp. Nad falami wywołanymi przez płynącą łódkę przeskoczyła kolorowa rybka. Chwilę potem w miejscu, gdzie zniknęła, przepłynęła kromka chleba. Kawałek pokarmu podryfował w dal, śledzony Avadowymi oczami, gdy został wciągnięty pod wodę przez mackę, która nagle wynurzyła się z jeziora. Venus zapatrzyła się w miejsce, w którym kromka zakończyła swój żywot, kiedy rozległo się grupowe „Och..!". Dziewczyna podniosła wzrok i..

O mały włos nie wydała podobnego okrzyku.

Na horyzoncie majaczył wielki, majestatyczny zamek z mnóstwem baszt. Niektóre z okien były zapalone, ale to tylko wzmagało piękno budowli.

Ledwie Venus się obejrzała, a już dotarli do Hogwartu. Gdy olbrzymi mężczyzna upewnił się, iż wszyscy są, uniósł ogromną dłoń, po czym zapukał trzy razy w bramę. Chwilę potem stanęła w niej wysoka kobieta, o siwych włosach spiętych w ciasny kok.

- Pirszoroczni, pani psor McGonagall – oznajmił.

- Dziękuję, Hagridzie. Sama ich już stąd zabiorę – McGonagall dała przyszłym uczniom i uczennicom znak ręką, abyśmy za nią poszli, co zrobiliśmy. Sala Wejściowa była ogromna. Blask pochodni oświetlał kamienne ściany, sklepienie ginęło w mroku, a wspaniałe, marmurowe schody wiodły na piętro. Profesorka poprowadziła grupę do jednej z pustych sali, a tam wygłosiła mowę o czterech szlachetnych domach Hogwartu oraz o jej oczekiwaniach. Potem dała czas, aby się przygotować. Venus oparła się o jedną ze ścian słuchając niedorzecznych opowieści o Trollach czy czarach. W końcu, przyszła McGonagall i zaprowadziła ich do Wielkiej Sali. Gdy tylko weszli Potterównie zaparło dech w piersiach. Pomieszczenie było ogromne. Znajdowało się w nim pięć stołów – cztery ułożony pionowo, a jeden poziomo. Przy tym ostatnim siedzieli dorośli – na środku był Dumbledore, więc pewnie to stół nauczycieli. Przy pozostałych stołach zajmowali miejsce uczniowie, w mundurkach z czerwonymi, zielonymi, żółtymi i niebieskimi naszywkami. Jednak największe wrażenie robił sufit, który wyglądał jak niebo w nocy, a z przeczytanych książek Venus wiedziała, że jest on zaczarowany, aby pokazywał pogodę na zewnątrz.

Gdy dziewczyna przyglądała się sali, wystrzępiony kapelusz leżący na stołku przed stołem nauczycielskim zaczął śpiewać. Kiedy skończył przemówił ktoś inny:
- Gdy kogoś wyczytam, niech ta osoba usiądzie na stołku, a ja założę jej Tiarę Przydziału – oznajmiła McGonagall rozkładając listę.

- Abbott, Hanna! – dziewczynka, z którą Venus płynęła łódką usiadła na stołku.

- Hufflepuff!– wykrzyknęła Tiara, a jeden ze stołów (ten z żółtymi naszywkami) wybuchnął wiwatami. Tak mniej więcej mijała Ceremonia Przydziału, gdy..

- Potter, Harry! – wszyscy umilkli. W oczach Venus pojawiły się niebezpieczne błyski, gdy niski chłopak z roztrzepanymi włosami oraz drucianymi okularkami usiadł na stołku. Po kilku krótkich chwilach rozległo się:

- Gryffindor!

Jeden ze stołów eksplodował krzykami, a dwójka rudowłosych chłopaków zaczęła krzyczeć „Mamy Pottera! Mamy Pottera!".

- Potter, Venus! 

5. Uczta Powitalna