Lucky ( #mikrodzień )

Najpiękniejszy dzień

Lucky ( #mikrodzień )

Robert biegł po plaży razem z synem, sześcioletnim Michasiem. Obok nich pędził, rozchlapując wodę, Lucky, złoty golden retriever. Fale szumiały. Słońce, mimo że zeszło już nisko, przyjemnie piekło skórę.

Malec ciągnął za sobą latawiec, który wzbił się wysoko na bezchmurnym niebie.

– To najpiękniejszy dzień w moim życiu! – krzyknął chłopiec.

– Masz jeszcze wiele pięknych dni przed sobą – odpowiedział ojciec, śmiejąc się. – A teraz chodź, wracamy na kolację.

By dojść do domu musieli przekroczyć tory kolejowe. Ścieżka krzyżowała się z nimi przy zwrotnicy. Robert zawsze rozglądał się i przechodził ostrożnie. Dziś byli weseli, spędzili piękny dzień na plaży. Na twarzach mieli szerokie uśmiechy.

Nawet Lucky, prowadzony na smyczy, wyglądał jakby się śmiał. Szczerzył zęby i wystawiał język.

Przebiegli przez tory. Robert poczuł szarpnięcie smyczy. Odwrócił się. Pies stał ze spuszczonym łbem i popiskiwał. Łapa zaklinowała mu się pomiędzy dwiema szynami, stałą oraz ruchomą częścią zwrotnicy.

Robert uklęknął. Próbował wyciągnąć łapę spomiędzy szyn. Nic z tego.

Pociągnął mocniej. Lucky zawył.

– Co robisz! – krzyknął chłopiec.

Usłyszeli stukot nadjeżdżającego pociągu.

– Odsuń się od torów – powiedział mężczyzna. – Nie podchodź!

– Pomogę ci.

– Nie!

Znowu szarpnął. Pies skomlał.

– Jego to boli! – krzyknął chłopiec.

– Odsuń się stąd! Mówiłem ci!

Pociąg był coraz bliżej. Tory drżały.

Robert pochylił się i pociągnął jeszcze raz. Lucky zaskowytał.

Udało się.

Złapał psa za obrożę i zbiegł z torów na kamieniste pobocze. Pociąg minął ich z hukiem.

– Michaś? Gdzie jesteś?

Usłyszał pisk hamulców i zgrzyt kół. Pociąg zwalniał. Po chwili stanął.

– Michaś??

Maszynista wyskoczył z kabiny. Spojrzał pod koła lokomotywy i zwymiotował.