Stare strachy

Stare strachy

Stare strachy

- Nie może tak być, że mały budzi się i biegnie z krzykiem do nas!

Alicja już dawno przestała mówić i krzyczała na męża tak, jakby to on był wszystkiemu winny. Mariusz wiedział dobrze, że jeżeli nie chce kłótni, to musi jej dać czas na ochłonięcie.

- Przez te jego potwory spod łóżka i ja, i ty, a szczególnie on, nie śpimy w nocy. Za dnia chodzę jak zombie i już zaczynają się problemy w pracy. Ty, panie psycholog, może i możesz sobie uciąć drzemkę między wykładami, ale ja nie! Co zamierzasz z tym zrobić?

Zapadła dłuższa cisza. Mariusz potarł czoło i, starając się, by jego głos brzmiał jak najspokojniej, zaczął tłumaczyć:

- To pierwotne strachy, widzisz - mamy wbudowany taki system obronny, żeby bać się zakamarków, szczególnie nocami. Kiedy ludzie sypiali w jaskiniach, to sprawiało, że byli czujni na zagrożenie, pająki skorpiony i inne jadowite paskudztwo...

- To mnie nie obchodzi. Co z naszym synem? On nie jest jaskiniowcem! - syknęła Alicja.

- Myślę, że wystarczy wyrzucić łóżko. I położyć mu materac bezpośrednio na podłodze. Nie będzie szczeliny, nie będzie strachów.

- To zrób to!

Mariusz wstał i poszedł do pokoju małego, złapał za ramę dziecięcego łóżka i szarpnął. Niemalże nic się nie stało.

- Zabrakło siły? - zakpiła żona oparta o futrynę drzwi.

- Nie, coś je blokuje od spodu - odpowiedział nieco zdziwiony.

Alicja odepchnęła go.

– Złaź niemoto! – warknęła i weszła pod łóżko.

Mariusz nie mógł się zdecydować, czy najpierw usłyszał mlaśnięcie, czy zobaczył mackę oplatającą się wokół ciała żony.