#MikroDzień

Spotkanie

#MikroDzień

– Dobry wieczór.

– Dobry wieczór – odpowiedział, nie podnosząc nawet wzroku znad stert rachunków.

To był jego pierwszy dzień. Wuj przed wyjazdem pokrótce wytłumaczył mu, na czym polega prowadzenie lokalnego sklepiku, ale w praktyce wszystko wyglądało nieco inaczej.

– Ile kosztuje przyprawa do kurczaka?

Rzucił okiem na cennik obok kasy.

– Pięćdziesiąt centów. Na półce pod produktem powinna być etykietka z ceną.

– Dziękuję.

Zmarszczył brwi. Czy poradził sobie dzisiaj ze wszystkim? Czy o niczym nie zapomniał? Nie miał ochoty na analizowanie przyczyn manka po godzinach.

Ktoś podszedł do lady i wyłożył na nią swoje zakupy. Nożyce do krojenia mięsa, serwetki i kilka przypraw. Chłopak bez słowa zabrał się za kasowanie. Na ekraniku wyskoczyła suma.

– Dwadzieścia dolarów.

Klient wyciągnął z kieszeni wymięte banknoty. Marcus podał mu resztę z kasetki, na co mężczyzna powiedział:

– Reszty nie trzeba.

Młodzieniec podniósł wzrok. Stał przed nim wysoki facet. Jego sporych rozmiarów nos sprawiał wrażenie wielokrotnie złamanego.

– Poproszę tylko rachunek.

Miał bardzo niski, charczący głos. Jego zęby były zabarwione na czerwono, a z ust wydobywał się bardzo nieprzyjemny, mocny zapach. Chłopak oderwał szybko rachunek i położył na reklamówce, odsuwając się nieco. Obecność mężczyzny wywoływała u niego gęsią skórkę.

– Do zobaczenia – rzucił nieznajomy.

Barczysty klient szybko wyszedł ze sklepu. Zanim zniknął, rzucił Marcusowi spojrzenie pełne nieodgadnionych emocji. Jego czarne oczy niczym nie różniły się od mroku, który go otaczał.

Przerażony nastolatek podbiegł do drzwi, zaryglował je i wywiesił kartkę z napisem "Closed".