Dance macabre

Dance macabre

Dance macabre

Rozpoczęła się famadihana. Słońce zachodziło, ale upał nie zelżał i mała wioska gdzieś w głębi Madagaskaru falowała niczym fatamorgana. Stoły uginały się od jadła, pachniało przyprawami, wokół biegały półnagie, umorusane dzieci. Dorośli z poważnymi twarzami rozkopywali płytkie groby i wyciągali zmarłych. Zagrała specyficzna, drażniąca w uszy muzyka. Ostatnie promienie błysnęły i słońce zniknęło za horyzontem. Pomarańczowy poblask sprawiał, że niebo gorzało niczym ognisko, wokół którego zebrali się mieszkańcy wsi. Trzymali zmarłych, tańczyli, a bezwładne członki podskakiwały niczym ramiona i nogi marionetek. Niektórzy ułożyli trupy na ziemi i kopali ciała, które podrygiwały jak w śmiertelnych drgawkach.

Ludzie pili wino palmowe, śmiali się, opowiadali, co wydarzyło się przez ten czas, kiedy zmarli ich opuścili. Wydawało się, że nie przeszkadza im odór śmierci, jej oddech na ramionach. Groteskowo wyszczerzone zęby trupów zdawały się uśmiechać w postępującej ciemności. Z wielką wprawą owijano zmarłego nowym całunem i znów składano w grobie. Famadihana. Dzień, w którym znów, choć przez chwilę, mogli być razem.