Biezpraw

Biezpraw

Biezpraw

          Tłum ustępował mu z drogi. Wszedł na podwyższenie wyprostowany, wysoko unosząc podbródek i nie rozglądając się na boki. Przez chwilę pozwolił im podziwiać silne, szerokie barki i plecy, na których sieć mniejszych i większych blizn przedstawiała historię jego życia. Wreszcie wziął głęboki wdech i odwrócił się do nich. Stał dumny, pewny siebie, bezczelnie patrząc to jednemu, to drugiemu w oczy. Bali się go. Spuszczali wzrok ze wstydem, jakby potrafił przejrzeć ich dusze, zobaczyć najdrobniejszy występek, odczytać każdą plugawą myśl, a on delektował się ich strachem i podziwem.

          To był jego dzień. Wiedział, że teraz nikt nie jest w stanie go zignorować, że cokolwiek powie, jego słowa wtargną siłą w ich serca i umysły i pozostawią w nich trwały ślad. Już zawsze, myśląc o nim, będą go mieli przed oczami takiego, jak w tej chwili – potężnego, półnagiego mężczyznę, strasznego i niezwyciężonego, niemal boga. Będą wspominali tę chwilę do końca życia, a ich wnuki będą o nim opowiadać legendy, niczym o jakimś herosie. Widział błysk pożądania w oczach kobiet i zazdrość mężczyzn. Bardowie już pewnie układają o nim pieśni, a dzieci bawią się, udając, że są nim. Ten dzień zapisze się na kartach historii.

          Uśmiechnął się z satysfakcją, po czym uklęknął przed nimi i pochylił głowę. Zapadła pełna oczekiwania cisza, którą przerwał delikatny stukot toczącej się głowy.

          Ludzie powoli zaczęli się rozchodzić. Wracali do swoich rodzin i obowiązków. Miasto znów rozbrzmiało śmiechem dzieci, krzykami kupców, gwarem przechodniów. Kolejny zwykły dzień, o kolejnego oprycha mniej.