łzy peronów

łzy peronów

łzy peronów

   Gwiazdy unoszące się nad dworcem kolejowym świeciły smutniej niż zwykle. Rzucały cień na pomarszczoną twarz mojego ojca, który z obdrapaną walizką sprawiał wrażenie wygnanego ze świata. Trzymałem go za zimną dłoń, próbując znaleźć w zmęczonych oczach iskierkę nadziei. Pamiętałem, jak jeszcze dzień wcześniej mówił:

   – W domu dziecka będziesz miał ciepły obiad i koc, i łóżko, zaopiekują się tobą, mój syneczku.

   Obserwowałem teraz, jak walczy ze swoimi emocjami, próbując zdobyć się na uśmiech.

   – Tato, może jednak zostanę? – zapytałem z dziecięcą naiwnością.

   Kąciki jego ust zaczęły drżeć i drżały coraz mocniej, aż całą twarz wykrzywił grymas płaczu. Kiedy przytulał mnie do wychudzonej piersi, czułem gorące łzy spływające po moim czole, których wyschnięty szlak wspominałem jeszcze przez kilka następnych tygodni. Sadzając mnie w pustym przedziale, ojciec wciąż trzymał rękę na sercu, jakby się bał, że może zgubić je gdzieś w pociągu. Wyszedł szybkim krokiem i zniknął za jednym z marmurowych filarów, a wraz z jego odejściem rozpadło się całe moje życie.