Bestia

Bestia #MikroDzień

Bestia

Wjechałam konno na niewielkie wzgórze, a moim oczom ukazała się zielona połać polany. Jedynym, co nie pasowało do tej idyllicznej scenerii, był sporych rozmiarów cień, spowijający jej fragment. Po chwili na trawie wylądowała bestia.

Jej łuska miała najciemniejszy odcień czerni, pochłaniający wszelkie światło oraz radość życia. Gad rozwarł paszczę, ukazując żółte, ostre zębiska, kiedy znalazłam się u jego stóp. Chwyciłam za miecz, przytroczony do pasa. Kiedy uniosłam go, okazało się, iż to nie śmiercionośna broń, a wieczne pióro. Skrzywiłam się, jednak nie mogłam pogardzić i takim orężem. Zamachnęłam się i wbiłam stalówkę w między łuski. Stwór ryknął po czym zaczął lizać zranione miejsce.

Tymczasem wskoczyłam na jego grzbiet. Poczęłam się wspinać, a kiedy dotarłam do karku, raptownie się zatrzymałam. Potwór miał na szyi szarą, metalową obrożę. Właściciel wygrawerował na jej powierzchni imię: Maleństwo. Prychnęłam. Czy przypadkiem nie tak wabił się ratler - karykatura psa, należąca do matematyczki? Potrząsnęłam głową. Skup się, inaczej czeka cię kolejne stracie w sierpniu!

Wspięłam się trochę wyżej i uniosłam pióro wysoko. Wzięłam potężny zamach i jednym, precyzyjnym ruchem pozbawiłam smoka głowy. Zeskoczyłam z ciała, zanim runęło na ziemię. Słońce wychynęło zza chmur, a oświetliwszy mnie, dodało chwały słodkiemu zwycięstwu. Ten dzień przejdzie do historii.

‒ Za minutę zbieram kartki! ‒ z rozmyślań wyrwał mnie ostry głos matematyczki. Rzuciłam się na kartkę, pospiesznie zapisując wyniki. Wtem test spowił cień, a nauczycielka zabrała go, patrząc niezadowolona na ochlapany tuszem papier. Westchnęłam.

Teraz pozostaje mi już tylko czekać i modlić się, aby smok nie okazał się hydrą.