chagall

chagall

chagall

przykryłam powieki smutkiem

listów zapachem nienapisanych

wiosny pragnieniem zimowym


zawisłam pomiędzy niebem a ściółką leśną

zrywałam jagody fiolety na moich dłoniach

gryzły błękit melancholii dłutem zdrapanej

z obrazów żydowskiego malarza

którego nazwiska nie pamiętałeś

zeszłej jesieni


zasnęłam w objęciach

skrzydeł jaskółczych

u brzegu rzeki kra

odpłynęła na zachód

a ja widzę we śnie jak

wciąż rozmawiamy

nad miastem

nad lasem

lecimy