Przesłuchanie Cz. 1

Przesłuchanie

Przesłuchanie Cz. 1

Steven Smith bał się, że zaraz dostanie zawału.

Bał się tego nie na żarty, zwłaszcza, że jego młodszy o cztery lata brat zmarł przez wadliwą pikawkę zeszłej zimy. Stevie-S, jak wołały na niego dzieciaki, które trenował, miał osiemdziesiąt dziewięć lat i sześć wszczepionych stentów. Nie przeszkadzało mu to jednak w wypalaniu paczki papierosów dziennie oraz w pochłanianiu takiej ilości cholesterolu, że obdarować nim mógłby lokalną drużynę Golden Gophers, której poświęcił najlepsze lata swojego życia.

Na coś trzeba umrzeć – mawiał od dobrych dziesięciu lat w każdą sobotę, kupując kolejne porcje swojego ulubionego bekonu i karton Lucky Strike’ów.

Tak, na coś trzeba umrzeć.

Byle nie dzisiaj. Nie teraz – pomyślał. Teraz musiał zadzwonić na policję, teraz musiał komuś pomóc. Od tego telefonu mogło zależeć czyjeś życie. On miał już swoje lata, swoje przeżył, ale ta dziewczyna… Ta dziewczyna nie mogła mieć ich więcej niż kilkanaście… I on ją gonił… Gonił, i chyba dopadł.

  

Zanim Marcin Słomka dostał wykałaczki, zegar na posterunku zdążył wybić dwunastą. Co prawda poradził sobie bez nich i ostatecznie paznokciem wydłubał spomiędzy zębów irytujący go kawałek kolacji, lecz mimo to przyjął drewniane patyczki z wdzięcznością. Teraz miał przynajmniej możliwość urozmaicenia sobie czasu. Nie zawracając sobie głowy faktem, że przez lustro weneckie z pewnością obserwowało go kilku śledczych i jeden psycholog, zaczął łamać i na ślinę łączyć kawałki wykałaczek.

– Żyj – powiedział do drewnianego ludzika.

 

– Marcin Słomka, urodzony w Polsce. Do Stanów przyjechał mając dziesięć lat. ­– Detektyw Miles przedstawił otaczającym go funkcjonariuszom MPD siedzącego po drugiej stronie człowieka. – Z początku jego rodzina mieszkała w Chicago, do Minneapolis przenieśli się dwanaście lat temu. Jest architektem silników odrzutowych. Pracuje dla Boeing’a. Jego żona, Sarah Słomka-O’Brien jest amerykanką. Mają córkę, Jenny, w wieku…

– Mieli, detektywie. I była.  

Miles spojrzał na aspirantkę, która od trzech tygodni – w ramach współpracy między wydziałami – praktykowała na ich posterunku. Idzie nowe – pomyślał o dwudziestotrzyletniej dziewczynie. Rozumiał potrzebę zdobywania doświadczeń; rozumiał doskonale, że młodziki muszą poczuć bród za paznokciami, wdrożyć się w to życie, w tę pracę, ale podniecenie widoczne w jej oczach, to podekscytowanie charakterystyczne dla ludzi gotowych rzucić się całym sobą – bez asekuracji – na problem sprawiło, że najchętniej odesłałby ją z powrotem do akademii.

– Tak. Była – poprawił się. –  I mieli. W zeszłym roku zginęły w wypadku samochodowym.

Miles przerwała i zapatrzył się na siedzącego za szybą pana Słomkę. Average Joe. Najzwyklejszy na świecie, dobrze wychowany inteligent. Inżynier, który według policyjnej bazy danych w życiu nie dostał nawet mandatu za nieprawidłowo zaparkowany samochód. Niefortunnie musiał zostać umieszczony w sali przesłuchań, ponieważ wszystkie cele tymczasowe były przepełnione. Popieprzony dzień – stwierdził detektyw.

– Powiem w skrócie – podjął, nie odrywając spojrzenia od wykałaczek, którymi bawił się mężczyzna. – O godzinie szesnastej siedem sąsiad pana Słomki usłyszał głośny krzyk. Z początku sądził, że ktoś przestraszył się uderzenia pioruna, ponieważ nad Mississippi River Boulevard akurat przetaczała się burza. Po chwili jednak krzyk się powtórzył. Zaintrygowany poszedł sprawdzić, czy jego sąsiadowi nic się nie stało. Od czasu śmierci żony był cichy i wyobcowany – przeczytał z notatek. – Zbliżając się do ogrodzenia zobaczył, że z domu naszego gościa wybiegła naga kobieta. Według zeznania była cała posiniaczona i pokaleczona. Jakby ją ktoś ciął maczetą. Blada… – przerwał i ponownie zerknął na zanotowane informacje. – Blada, jakby nie widziała słońca od dłuższego czasu. Udało jej się dobiec do furtki, gdzie dopadł ją pan Słomka. Uderzył ją siedem razy młotkiem ciesielskim o stalowym trzonku, rozkruszając czaszkę i zabijając ją na miejscu. Następnie, wbijając ostry koniec młotka w szyję, wciągnął ją z powrotem do domu i zamknął za sobą drzwi.

– Cztery minuty później, czyli około szesnastej siedemnaście – kontynuował Miles. – Pierwszy radiowóz pojawił się na miejscu. Pan Słomka bardzo chętnie wpuścił funkcjonariuszy do środka i bez nakazu pozwolił im przeszukać dom. W salonie, obecni tu oficerowie Bridge oraz Tooms, znaleźli i zabezpieczyli młotek. Clarice, chcesz przejąć pałeczkę?

– Oczywiście, dziękuję. – Odchrząknęła aspirantka. – Chris został z panem Słomką, a Tom obszedł dom. Do tego czasu na podjeździe stały już cztery jednostki patrolowe. W ogrodzie nie znaleziono jednak niczego: żadnych śladów przemocy, żadnych oznak masakry, ani jednej kropli krwi, chociaż po rozbiciu głowy młotkiem krew powinna znajdować się na przynajmniej dwóch, trzech metrach kwadratowych trawnika. Nie mówiąc już o innych tkankach. Nasz gość zaprzeczył rzekomym oskarżeniom swojego sąsiada, twierdząc, że tego dnia nawet nie wychodził z domu. Jego słowa potwierdzało to, że, no cóż, był suchy. Żadnych dowodów nie znaleziono również w samym domu, który został sprawdzony niemalże cały. Dodam ponownie, że za zgodą pana Słomki. Jedynym pomieszczeniem nie do końca sprawdzonym był pokój córki Słomki, ponieważ… Ten poprosił o niewchodzenie do niego. Tom?

– Tak?

– Dlaczego nie sprawdziłeś tego pokoju?

– Nie miałem podstaw – odpowiedział bez wahania. – Młotek był nieużywany, fabrycznie nowy. Na bijaku była nawet naklejka z kodem kreskowym. Nie znalazłem niczego, co potwierdzałoby wersję sąsiada pana Słomki. On sam zachowywał się bardzo otwarcie, pozwolił nam zbadać swój dom, ewidentnie nie miał nic do ukrycia. Uznałem, że w świetle traumy, jaką musiał przeżyć, spełnienie jego prośby jest jak najbardziej…

– Nieprofesjonalne? – Clarice weszła w słowo odpytywanemu funkcjonariuszowi, jakby to ona miała za sobą dwadzieścia lat służby.

– Przyzwoite – dokończył za niego Miles. Rozejrzał się wśród zebranych. Widział niepewność w ich oczach. Widział znudzenie. Jedno zeznanie świadka oraz narzędzie zbrodni, które narzędziem zbrodni nie było. Lecz przede wszystkim: brak ciała. Wiedział, że w ich głowach sprawa przestała być sprawą zanim się nią w ogóle stała. ­

Clarice postanowiła zakończyć relację.

– Pan Słomka został przewieziony na posterunek w celu złożenie oficjalnego zeznania, które spisałam ja oraz obecny tutaj detektyw Miles. Na podstawie istniejących materiałów nie mamy podstaw do dalszego zatrzymania pana Słomki na posterunku. Zostanie on wypuszczony, jak tylko skończymy.

Nikt nie zaprotestował. 

Przesłuchanie Cz. 2