#mikrodrzwi

Krwawy księżyc

#mikrodrzwi

Nie panowała nad oddechem. Chrzęst gałęzi pod stopami przyprawiał ją o dreszcze. Biegła dalej, choć nie pamiętała gdzie zaparkowała. Odwróciła się. Nie dostrzegała w mroku białej kurtki.

            Zauważyła za to sylwetkę samochodu. W srebrnej masce odbijał się krwawy księżyc.

            Przyspieszyła, mimo kłucia w boku. Kolka złapała ją pięć minut wcześniej. Od samochodu dzieliło ją już tylko dwieście metrów.

            Stanęła na wystający korzeń i krzywo postawiła stopę. W kostce coś boleśnie trzasnęło, straciła równowagę. Na ziemi odwróciła się na plecy, potem przesuwała się na łokciach do samochodu.

Postać w białej kurtce i masce klauna wrzasnęła.

Jego wrzask przypominał ryczącego Indianina przed walką.

Zerwała się na nogi i pobiegła zgięta w pół, utykając na prawą nogę. W kieszeni wyszukała pilot do samochodu, otworzyła drzwi.

            Znowu się potknęła, lecz tym razem przez ból w kostce. Upadła na kolana, gubiąc kluczyki. Przeklęła. Nie zamierzała się poddać tak blisko celu. Przeniosła ciężar ciała na zdrową nogę i pokuśtykała. Znalazła kluczyki obok koła.

Wsiadła do samochodu.

            Przez drżące ręce nie trafiała do stacyjki.

            Wstrzymała oddech i się udało. Kiedy metalowa część kluczyka wsunęła się do wkładki poczuła uszczypnięcie na szyi. Niewielkie, ale paraliżujące.

            W lusterku wstecznym ujrzała krew na ostrzu tkwiącym w szyi. Ciepło zalało jej ulubioną koszulkę.

            Postać w białej kurtce zdjęła maskę klauna.

            Damian, jej mechanik. Podpuścił ją, by w noc krwawego księżyca wybrała się do Piaśnicy.

 

            Rano spacerowicze znaleźli jej obdarte ze skóry ciało wiszące w kaplicy w pozycji odwróconego krzyża. Seryjny morderca pozostawał na wolności.